28 września, 2018

Jesień przychodzi na Dog Games Fall

Jak już zapowiadałam w ostatnim poście ubiegły weekend spędziliśmy z Kibą na zawodach Dog Games Fall. Już od jakiegoś czasu prognozy pogody krzyczały o załamaniu pogody w nocy z piątku na sobotę ale żeby aż tak? Jeszcze w piątek lato temperatura dochodząca do niemal 30 stopni a w sobotę ciach połowę mniej. To odbiło się na Kibie, wychodząc na autobus myślałam o założeniu jej bluzy ale stwierdziłam że bez przesady da radę no i owszem dała ale przez to humor jej siadł i chciała zjeść wszystie pieski naokoło. W niedzielę jechała już w bluzie dzięki czemu odzyskałam mojego pozytywnego pluszaczka 😀.


W sobotę startowałyśmy w Dog Dartbee. Wiało mocno w różnych kierunkach, podczas jednych startów bardziej podczas innych prawie wcale, u nas dyski latały jak chciały 😀. Nie mogłam wyczuć wiatru a gdy odpuściłam i zaczęłam rzucać normalnie nagle wpadły punkciki. Wynik: 40 p, miejsce 34/81.


W niedzielę zapowiadało się całkiem przyjemnie lecz już po dojechaniu do Kaput zaczęło padać i tak to trwało conajmniej do godziny 11. W tym czasie startowałyśmy w Throw&Go Level 1, wcześniej wzięłam Kibę na rozgrzewkę i jełopek praktycznie nie łapał nic, ba dysków nie chciał przynosić bo trzeba było je zagryzać. Zaraz po niej weszłyśmy na pole ja trochę zdołowana z mokrymi dyskami obklejonymi trawą a Kiba szczęśliwa jak zawsze mimo deszczu 😀. Po starcie na Latających wprowadziłam poprawki i tak zaczęłam rzucać na początek drugiej strefy co opłaciło się. Zrobiłam 6 rzutów Kiba wszystkie złapała dodatkowo zostało nam trochę czasu na rzut do sweetspota który wykonywałam na pewniaka i... takiego wała! Frisbee wyślizgnęło mi się z ręki, poleciał jakiś brokuł nie dysk i nawet Kibson nie zdołał tego uratować 😀. Tak skończyłyśmy z 36 punktami i miejscem 11/75 a gdyby nie mokry dysk wylądowałybyśmy na 2 miejscu z rekordzikiem, no cóż czasem tak bywa ☺.


Po godzinie 12 ruszyła najbardziej szalona konkurencja ever- Spaced Out. Na początku miałam startować jako pierwsza, potem na liście widniałam jako druga aż przed samym startem zniknęłam z listy całkowicie taki chochlik 😀. Na szczęście sprawnie udało się sprawę wyjaśnić z organizatorami i wystartowałyśmy jako ostatnie. Oczywiście wylosowałam miejsce najgorsze z możliwych czego się spodziewałam. Od razu na pocieszenie dostałam pysznego lizaczka chupa chupsa w kształcie różowej czaszki z zielonym mózgiem za co wielki szacun dla organizatorów że o tym pomyśleli 😀. Po pierwszej próbie rzucenia do dalszej strefy odpuściłam sobie te dalsze próby i zaczęłam rzucać do dwóch bliższych stref na zmianę, Kibulka wyłapywała wszystko i zdobyłyśmy 20p miejsce 10/21 😀.


Do domu wracałyśmy autobusem z Natalią od Ginki i tak rozmawiając o naszych strachach iż autobus może się nie zatrzymać na naszym przystanku mało go nie przegapiłyśmy. W ostatniej chwili na niego zamachałam a kierowca był na tyle miłym człowiekiem że zaczął hamować i zatrzymał się kawałek za przystankiem. Żeby dostarczyć nam jeszcze więcej wrażeń po moim wejściu do autobusu drzwi zaczęły się zamykać z Natalii nogą w środku, po walce udało się wylądować w całości w autobusie i więcej przygód już nie odnotowano ale adrenalina we krwi buzowała jeszcze kilkanaście minut 😀. 

Strasznie mi żal że w tym roku już więcej nie postartujemy ale taki z tego plus że nareszcie możemy się w pełni skupić na freestylu żeby za rok pobawić się w nowej kategorii ☺.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza