01 lipca, 2018

Tylko dla prawdziwych twardzieli- Dog Games Summer

Ubiegły weekend ponownie spędziłyśmy w Kaputach, gdzie odbywały się zawody dogfrisbee z kultowej serii Dog Games. Muszę wam przyznać, że to były nasze pierwsze Summersy w życiu, nigdy wcześniej nie udało mi się na nie dojechać np. w tamtym roku przeszkodził mi w tym termin obozu. Słysząc nazwę Summer człowiek automatycznie spodziewa się żaru lejącego się z nieba, roztapiających się piesków i ludzi, a tu pogoda postanowiła z nas zażartować i cały weekend padało, mocno wiało, a sobotnim hitem był padający grad :D. Jednak to nie przeszkodziło dzielnym zawodnikom zaprawionym w boju, którzy wyciągnęli zimowe kurtki z szaf i kalesony narciarskie, ja niestety marzłam pod moim cienkim sztormiakiem, bo wszystko wywiozłam do Łukowa, ale słuchajcie od czego jest ciepły kocyk w namiocie ♥.

Sekunda przed zderzeniem z sędzią :D


Sobotę rozpoczęłyśmy Speedwayem, lecz tym razem to nie Kiba w nim biegła, a Elza z Zamerdanych. Dlaczego o niej wspominam? Dlatego, że czuję się odpowiedzialna za ich przybycie do Kaput i co więcej miałam przyjemność wypuszczać dziewczynkę we wszystkich biegach i decydować o odległości z jakiej to robimy. Tym sposobem Elcia zaliczyła wspaniały debiut i skończyła na 1 miejscu w Dywizji A2 z czasem 43,58 km/h- ciocia jest z ciebie dumna Elu! ♥


W międzyczasie na polu obok rozgrywała się konkurencja Dog Dartbee. Polega ona na zdobyciu jak największej ilości punktów poprzez trafienie do wyznaczonego okręgu podzielonego na kilka stref, mamy do oddania 9 rzutów podczas których nie liczy się czas, więc co może pójść nie tak?  Szczerze mówiąc nigdy nie sądziłam, że zapiszę się na tą konkurencję, długo miałam problem z jakąkolwiek celnością, a pies też musi wykazać się ogromną motywacją i skupieniem, żeby pracować tyle czasu na pełnych obrotach. Jednak stwierdziłam, że szkoda będzie w sobotę się nudzić i wysłałam zgłoszenie. Nie miałam wielkich oczekiwań co do tego startu, liczyłam jedynie na to że uda mi się chociaż raz trafić w wyznaczone kółko i słuchajcie udało mi się nawet trzykrotnie! Istne szaleństwo, dwa razy rzut za 10 punktów i raz za 30 punktów, skończyłyśmy rundę z 50 punktami na koncie i miejscem 32/47 co jak na debiut nie jest najgorszym wynikiem. Z lekka pokonał mnie wiatr, drugi rzut oddałam w sędzię głównego, a Kiba to złapała także tu nastąpiło pierwsze klepnięcie się w czoło. Co do Bunieczki to nie mam jej nic do zarzucenia serio, ogon latał niczym oszalały, wszystkie dyski ładnie przynosiła mi do rączki, w pewnym momencie miała chwilę zawahania gdy na horyzoncie ujrzała wspaniałe whippety, ale przezwyciężyła dzikie chęci przywitania się i wybrała dalszą zabawę z matką, oj jak ja kocham tego głąbisia ♥.

                        

W niedzielę zapisałam się na moje dwie ulubione konkurencje: Throw&Go i Frizgility, ale zacznijmy od tego że rano postanowiłam zrobić mały eksperyment żywieniowy. Chciałam sprawdzić czy dając miśkowi mokrą karmę (Scheriza dziczyzna) będzie lepiej funkcjonować na zawodach i do południa rzeczywiście było super, a potem pieska dopadła okrutna biegunka, taka że zaczęłam zastanawiać się nad rezygnacją z ostatniej konkurencji, ale mimo wszystko ze względu na dopisujący jej humor i chęć do pracy wystartowałyśmy.


Na początku było Throw&Go, mało brakowało a byśmy się na niego spóźniły lecz na szczęście tak się nie stało z czego cieszę się okrutnie, bo to co się tam zadziało to jakaś magia. Nie wiem jak, ale poradziłam sobie z wiatrem brawurowo, rzucałam prosto i stabilnie na koniec drugiej strefy, ogarniał mnie taki zadziwiający spokój, że chyba nawet Kiba go wyczuła i wyłapała wszyściuteńkie dyski! Najkochańsza kruszyna aaach ♥. Zdobyłyśmy 37 punktów i miejsce 5/47, no jaram się jak dziki wieprz. Podejrzewam, że gdyby tylko małpiatka się nie zawąchała to stałybyśmy na podium, ale co się odwlecze to nie uciecze :).

                      


Kolejną konkurencją było to nasze nieszczęsne Frizgility, które zaczęłyśmy z grubej rury. Przed startem znajoma poprosiła mnie o zrobienie paru zdjęć jej borderkowi, dzielił nas występ jednego teamu więc byłam pewna, że zdążę na luzie, a w międzyczasie jeszcze przegryzę biszkopta :P. Jednak od razu po ich występie zaczęto mnie wyczytywać, szybki sprint do namiotu, rzucenie aparatu byle gdzie, złapanie naszykowanych dysków, wypuszczenie Kibulki z klatki i dalsza część sprintu tym razem na pole startowe. Jak widzicie zmachałam się jeszcze przed startem, a dalej było jeszcze zabawniej. Słyszę sekwencję startową i nagle bum Buńka po raz pierwszy w życiu zerwała zostawanie, tak bardzo mi to do niej nie pasuje, że aż mnie to cieszy. Za drugim razem wyczekała już ładnie, następnie pięknie pokonywała wszystkie przeszkody, nic nie omijała, ale włączył jej się tryb żartownisi i po wykonaniu pięknego rzutu wracała na szybkości do mnie, wiecie co to oznacza? Kolejny bieg! Podczas tej rundy troszkę się nabiegałam, ponoć ruch to zdrowie, więc Kibulka zadbała o mnie, na sam koniec dostała swój upragniony czechblack do szarpania i była w siódmym niebie, taka łobuzica. Bez żadnego chwytu wybiegałyśmy 55 punktów i miejsce 28/38.


Jeszcze muszę pochwalić Kiby ogólne zachowanie, bo nie mogę przestać się nim zachwycać. Przed sobotnim rozpoczęciem zawodów usiadłyśmy sobie między polami startowymi i wtedy Bunia zaczęła się tarzać w trawce, dopiero to uświadomiło mi jak bardzo jest rozluźniona i jak bardzo kocha te nasze wspólne wyjazdy. Oprócz tego sama zaczepiała ludzi do głaskania i dzielnie znosiła smyranie po futerku czego przecież normalnie nienawidzi, zacieszała także do wszystkich psiaków, a widząc znajome prawie odlatywała na tym swoim ogonku i nawet rzucające się na nią borderki nie popsuły jej humorku ♥♥♥.

Nawet gdy nie łapie jest słodka :)

Za piękne zdjęcia bardzo dziękuję Zuzannie Rutkowskiej oraz Adrianie Jaworskiej ♥.

8 komentarzy:

  1. Pięknie! Gratuluję, szczególnie wyniku Throw&Go, świetnie Wam poszło!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulujemy startu ! Świetne miejsce, my żałujemy że mamy daleko na takie zawody i no że nie wystartujemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Odległość nie ma tak wielkiego znaczenia, co prawda teraz gdy studiuję w Warszawie do Kaput mam bliziutko, ale jeszcze chwilę temu ciężko mi było tam dojechać, a jednak to robiłam. Na Latające Psy w Gdyni muszę przejechać większe pół Polski i przez to nie rezygnuję z takich zawodów. Inna sprawa, że gdybym nie miała z kim startować ani nie robiłabym zdjęć na zawodach to bym miała o wiele mniejszą motywację do takich podróży :D.

      Usuń
  3. Ja okropnie żałuję, że nie udało nam się wystartować w dog dartbee ale dotarłyśmy już w trakcie trwania konkurencji a Rudy Mózg nie byłby w stanie się ogarnąć:(
    A pogoda rzeczywiście niczym dg fall :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No, pogoda pokazała co to znaczy lato w Polsce. :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Hah, dobrze, że sędzia był wyrozumiały i nie uznał, że był to atak na jego życie. :D

    OdpowiedzUsuń