14 lutego, 2018

Szelki guard Hauever- w oczach nadwrażliwego pieska

Znacie to uczucie kiedy jesteście czymś tak bardzo zachwyceni, że macie nieodpartą chęć dzielenia się swoim szczęściem z całym światem? Ja tak mam od powrotu z grudniowego Dog Day, dlatego dziś w dzień zakochanych chciałabym wam przedstawić coś co zrewolucjonizowało nasze spacery- szelki guard od Hauever!



Kiba odkąd pamiętam nie znosiła zakładania szelek, z jednymi było lepiej z drugimi gorzej, ale scenariusz zawsze wyglądał tak samo niezależnie od modelu oraz firmy. Przy ubieraniu Kiby w szelki mogę wyróżnić aż pięć etapów:
Etap 1. Po wyjęciu szelek z szafy zgredek zwany Kibą śledzący wszystkie me poczynania dezertuje na łóżko, gdzie się zaszywa i udaje, że nie słyszy nawoływań i kuszenia najpyszniejszymi smaczkami i miłymi słówkami. Wtedy nawet test lodówki nie daje pozytywnego wyniku, jedynym sposobem na ściągnięcie jej do drzwi jest własnoręczne zaprowadzenie i pilnowanie, żeby przypadkiem po drodze nie skręciła do innego pokoju.
Etap 2. Po doprowadzeniu delikwentki pod drzwi następuje próba założenia szelek. Nie jest łatwo bo głowa zwisa w dół uniemożliwiając wetknięcie jej przez otwór. Gdy operacja szelki zakończy się pomyślnie następuje całościowy paraliż.
Etap 3. Paraliż wciąż trwa, łapki odmawiają posłuszeństwa, jedzenie nie przekonuje do zrobienia kroku, w zasadzie pozostaje psa wywieźć na dywanie, co brzmi śmiesznie, ale pewnego razu rzeczywiście miało miejsce, nie pytajcie...
Etap 4. Po wyjściu z domu pierwsze 100 metrów pokonane na sztywnych łapach i bokiem, tak bokiem. Widzieliście kiedyś filmik chodzącego kraba? Tak to właśnie mniej więcej wygląda. W Warszawie było jeszcze zabawniej bo dochodziło zejście ze schodów.
Etap 5. Dalej jest tylko lepiej, po pierwszym odcinku drogi następuje otrzepanie i wydawać by się mogło, że to koniec atrakcji lecz czasem można wyizolować jeszcze majestatycznego focha trwającego większą część spaceru.


To nie tak, że takie zachowanie to kwestia źle dobranych szelek, zbyt małego rozmiaru czy wżynających się taśm, absolutnie nie. Zawsze starałam się dobrze dobierać szelki. Miałyśmy step iny, które szczeniaczek wybuchł podczas zabawy z Raykiem, dwie pary norwegów szytych na miarę, zabudowane True Lovy które rzeczywiście wchodziły w pachy, więc je sprzedałam, guardy Warsaw Doga i zakupione pod wpływem impulsu szelki z Bellomanii. Z tego wszystkiego najczęściej używałam guardów z Warsaw Doga ze względu na bezpieczeństwo wszak bardzo trudno z nich wyjść, ale Kiba ich najzwyczajniej w świecie nie lubiła dlatego zakładałam je tylko wtedy kiedy nie było innego wyjścia czyli do pociągu, metra i na targi. Myślałam, że to normalna rzecz, dlatego odpuściłam z kupowaniem kolejnych szelek, lepiej kupić obroże, które Kiba uwielbia i sama wpycha w nie łeb. W końcu podczas grudniowych targów skusiłam się na guardy od Hauever w piękny fioletowy wzorek w astronautów. Kocham kosmiczne klimaty, na dodatek świetnie pasują do Kiby jakżebym mogła nie skorzystać. Od tamtej pory używam tylko ich i ostatnio zauważyłam niesamowitą rzecz- zakładaniu przestała towarzyszyć ucieczka, paraliż i krzywe chodzenie! Jedynie gnomik pozostawił spuszczanie łepka w dół, ale po zapięciu od razu jest gotowa na spacer i normalnie się w nich porusza. Łał. Nie wiem czy to kwestia milszej taśmy, lepszego wyprofilowania a może szczypcie magii? Co by to nie było nareszcie nie mam żadnych przeciwwskazań do kolejnych zakupów, dlatego też w tamtym tygodniu pojawiły się u nas kolejne szelaski :D.


Kilka luźnych informacji o Hauever:
Hauever to mała handmadowa firma mieszcząca się w Warszawie. Składa się z dwóch czworonożnych przywódców stada Czejena i Apacza oraz ich ludzików Gosi i Maćka, którzy w pocie czoła pracują aby najbardziej wymagający klienci w końcu mogli się uśmiechnąć. Zdecydowana większa część wzorów została własnoręcznie zaprojektowana przez Gosię i zaakceptowana przez resztę stada. Akcesoria są wykonywane z miękkich i lekkich drukowanych taśm, nitów oraz wytrzymałych klamer Duraflex. Żeby było jeszcze bardziej kolorowo wszystkie okucia, nity i karabińczyki dostępne są w lakierowanych wersjach: żółte, różowe, niebieskie dla każdego coś miłego :).
Co do szeleczek powiem wam w sekrecie, że się nie luzują, a to oznacza że czasem wypada popuścić regulację po obfitej biesiadzie :D. Niestety przekręcają się podobnie do innych szelek, które mam w posiadaniu. Kolory są wysoko napigmentowane i pranie im nie straszne, farba z głównego kółeczka, do którego podczepia się smycz troszkę nam odprysnęła, ale mniej niż w starych guardach, a na nitach wciąż trzyma się idealnie. Szelki nie farbują ani nie wycierają sierści.
Guardy występują w dwóch rozmiarach S i M i w szerokościach 2,5 cm oraz 3,5 cm, istnieje także możliwość personalizacji. Czego chcieć więcej? No może więcej wzorów, ale czekajcie... nie! to też za momencik się pojawi :).


Koniecznie wpadnijcie na stronę https://hauever.pl/ tyle pięknych wzorów nie znajdziecie nigdzie indziej.
PS: Teraz trwa wyprzedaż niektórych z nich, więc można wyrwać szelki, obroże i smycze za bardzo przyjemne ceny. Nie musicie dziękować za tą informację :P.

4 komentarze:

  1. Iron także nie lubi zakładania szelek,chodzenie "bokiem na kraba" haha jestem sobie w stanie wyobrazić,ale tylko dlatego,że w schronisku jeden pies miał źle zrośnięte złamanie(?) nieznana mi jest jego historia i można powiedzieć,że chodził na kraba :p
    Co do mojego Irona to tak samo głowa spuszczona jak najniżej bym nie miała możliwości włożenia szelek przez głowę,pies jak widzi,że wyciągam szelki ucieka jak najdalej się da ode mnie i automatycznie traci słuch :p
    Sama zastanawiam się teraz nad nowymi szelkami,ale chyba moje serce skradły z Tip top <3 Chociaż Hauever ma piękne wzory :D
    Pozdrawiamy ironniesamowitypies.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu jakie piękne te szele, aż dziwne że Kiba nie lubi. Dla niektórych psów są wygodniejsze i nawet lepiej im się funkcjonuje w nich, niż w obroży. Chodzenie na kraba jest ciekawe i znane, ale na innym psie widziane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, cierpiałyśmy na te same problemy z szelkami.. problemem jest wszelkie przekładanie przez głowę, łapki, za ciężkie szelki, zbyt sztywny materiał itd. większość dotychczasowych szelek, które wymieniłaś, się pod te problemy podpina niestety, pewnie podobnie jest u Was. U nas definitywnie problem został zażegnany, gdy kupiłam na zamówienie lekkie szelki guardy podszyte polarkiem minky i obowiązkowo z 3 klamerkami!!! czyli nie muszę przekładać szelek, ani przez głowę, ani przez łapki, pies stoi ja zapinam co trzeba i jest ok :) przestała uciekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo :D. U nas niestety to nie tylko kwestia przekładania przez głowę, dla przykładu takie szelki Bellomani mają dwa zatrzaski (jeden na każdej obręczy) i reakcja Kiby co prawda jest trochę mniej paniczna, ale jednak jest. Szelki szyte na miarę i podszywane polarkiem minky też miałyśmy i to samo. Taki dziwak z Kiby :D. Wniosek jest jeden wszystko trzeba dobierać do indywidualnych potrzeb każdej czworonożnej pociechy :).

      Usuń