19 lutego, 2018

Odkurzamy frisbee!- dzień 50 Projektu 62

Czas goni nas... Koniec projektu 62 zbliża się wielkimi krokami. Dzisiaj mamy 50 dzień zmagań i od ostatniego podsumowania zarzuciłam porządne tempo, a to dlatego, że łapeczka jest już w pełni zagojona i można szaleć ile dusza zabraknie :D.



Zacznijmy może od podsumowania naszego frisbee. Odbyłyśmy dwa zacne treningi dystansowe oraz jeden trening freestylowy. Pierwszy trening backhandów nie był planowany, miałyśmy w tym dniu ćwiczyć multiple, ale okazało się, że po kilku incydentach kiedy od razu po wejściu na nasze boisko zaczęto strzelać fajerwerkami Kiba ma w pewnym sensie traumę związaną z tym miejscem. Niby łapała dekle, ale zaraz po złapaniu je wypuszczała i wsłuchiwała się w dźwięki. Szybko stwierdziłam, że nie ma sensu ją męczyć za to trzeba przekonać, że wszystko jest ok, dlatego zmieniłam taktykę na jej ulubione dynamiczne ćwiczenia. Przy backhandach nie ma czasu na pilnowanie otoczenia, trzeba biec ile sił w kudłatych łapkach. Tym sposobem po raz pierwszy przekonałam się, że moje ćwiczenia na nadgarstek działają albo ewentualnie to konsekwencja większego wewnętrznego spokoju. Jakby nie było wszystkie moje rzuty były proste, stabilne i szybowały idealnie w obrany punkt. Większość z rzutów była złapana, nawet zanotowałam jakieś wyskoki i jedynie przynoszenie nie było takie piękne, bo wypuszczane z metr ode mnie.


Na kolejny dystansowy trening wybrałam miejsce, w którym już jakiś czas nie byłam, a mianowicie Pole Mokotowskie. Udało mi się trafić w odpowiednią porę dnia, w której to ilość biegających samopas psiaków jest zredukowane do dwóch wesolutkich sztuk i psa Janusza, całkiem niezły wynik. Kurcze co to był za trening!  Żałuję że go nie nagrywałam, mówię wam, stabilność rzutów, odpowiednia ich wysokość, 100% łapalność Kiby, prędkość, wszystko było tak idealne, że aż za idealne, dlatego Kiba zamiast podawać dekielki do rączki rzucała mi je pod nogi, no ale wybaczam ♥. 
Pomiędzy tymi dwoma treningami ćwiczyłyśmy sobie passing, overki i przypominałyśmy jak powinien wyglądać leg vault. Wniosek jest jeden, musimy częściej ćwiczyć overy bo się troszku zepsuły :P.


Spacerowałyśmy dużo i długo, głównie naszymi ulubionymi leśnymi i wiejskimi trasami. Podczas takiego jednego spaceru Kiba poznała uroczego szczeniaczka, jak się okazało sąsiadki mojej babci. Miałam ochotę go zawinąć pod pachę i wywieźć do Warszawy, ale obudziłam w sobie resztki godności :D.


Zostawania praktycznie już nie ćwiczymy, jest takie jakie chciałam, co pokazuje powyższe zdjęcie. Nawet liżący szczeniak po pysku nie jest w stanie zmusić Kiby do zmiany położenia :D.
Aport szarpaka powoli idzie w dobrym kierunku. Ostatnio wycofałam już żarcie i w nagrodę za przyniesienie jest szarpanko tak jak docelowo być powinno. Nie jest idealnie, czasem Kiba się zapomina, ale mogę się pochwalić, że coraz częściej jednak wybiera szybki powrót i zabawę ze mną :).


Wiecie czego jeszcze nie zrobiłam? Wspólnego 'rodzinnego' zdjęcia, wstyd i hańba. Jak uda mi się chociaż jedno takie stworzyć będę przeszczęśliwa, trzymajcie za mnie kciuki :D.

4 komentarze:

  1. Z treningu na trening coraz lepiej :) Kiba bardzo fajnie sprawdza się we frisbee, mój Triko niestety nie przepada :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można być we wszystkim dobrym, Triko za to wymiata w obi, a Kiba w tym jest słabiuteńka :D.

      Usuń
  2. Widzę, że Wy się nie lenicie tak jak my. :') Musimy też w końcu się porządnie zabrać za projekt, bo zaraz się kończy..
    Gratuluję postępów! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie wstyd i hańba ! Życzymy dalszych sukcesów w projekcie.

    OdpowiedzUsuń