25 stycznia, 2018

Najpierw zdrowie, potem treningi- 25/62

Dzisiaj mija 25 dzień od rozpoczęcia Projektu 62 jednak rzeczywistość brutalnie przytłoczyła moje plany. Rozpoczęło się od tego, że Kiba dwa dni przed Sylwestrem miała wykonany zabieg usunięcia wilczego pazura w tylnej łapie. Długo się zastanawiałam nad sensem usuwania go, ciągle odkładałam podjęcie decyzji na później, lecz podczas jednego z jesiennych spacerów kiedy Bunia zaczęła mi kuleć bo zahaczyła pazurem o patyk powiedziałam dość. Zabieg przebiegł sprawnie, po tygodniu zdjęliśmy szwy, a dzień po wizycie u weterynarza wszystko popsułam spuszczając ją ze smyczy. Beztrosko oglądałam wesołego pieska biegającego po łące do momentu zawołania w celu zapięcia na smycz... otóż wtedy zobaczyłam zakrwawioną łapę, nie wiem jak ona to zrobiła i kiedy, ale stało się. Od tamtego momentu gnomik miał ograniczony ruch na smyczy, żeby nie było powtórki z rozrywki i dzięki temu łapka jest już całkowicie zagojona choć nadal nie pozwalam jej na zbytnie szaleństwa. Dlatego też zaniedbałyśmy troszkę plan treningowy, ale zdrowie i dobre samopoczucie pieska jednak są najważniejsze (choć to drugie nie opuszczało Kiby nawet gdy krew ściekała po łapce).



Mimo faktu odpoczywania przez zdecydowanie większą część czasu troszkę punktów z projektu realizowałyśmy, żeby się nie zanudzić na śmierć. Czas na małe podsumowanie!

1. Z codziennych godzinnych spacerów zrezygnowałam całkowicie, co jakiś czas gdy pogoda była znośniejsza wychodziłyśmy na spokojny spacer bez celu trzaskania kilometrów. Teraz powoli wracamy do tej koncepcji na ten przykład wczoraj szlajałyśmy się po parku Szczęśliwickim przy okazji ucząc się ładnego mijania piesków.  Dodatkowo Kiba mnie zaskoczyła szarpiąc się jak dzik piłką na smyczy. Pewnie dla wielu z was to normalna rzecz tak sam jak nagradzanie szarpaniem smyczą, ale dla mnie to coś porównywalnego do najlepszej urodzinowej niespodzianki. Wyobraźcie sobie, że ten kudłacz od samego początku miał problem z robieniem czegoś na smyczy, na lince było znośnie, ale smycz to zuoooo.... aż do wczorajszego spaceru, chyba suczka dorasta .
Planowałam też weekendowe wypady do lasu i na pola i rzeczywiście właśnie tak spędzałyśmy 2-3 dni w tygodniu tyle że w towarzystwie smyczki i bez dużych ilości kilometrów na liczniku.
2. Wplatanie sztuczek w krótkie spacery- checked! nie ważne że dłonie z zimna odpadają chwila na kilka obrocików, zmiany pozycji lub zarzucenia tyłka na ścianę zawsze się znalazła. Dodatkowo w mieszkaniu ćwiczyłyśmy fit pawsy oraz wjazdy między nogi i ponownie jestem zachwycona Kiby zdolnością do główkowania.
3. Aport aport aport... te słowa śnią mi się po nocach. Kilka razy ćwiczyłyśmy podawanie szarpaka do ręki w domu, ale to co działa u nas w czterech ścianach nie przekłada się na ćwiczenia na dworze, więc trzeba się tym będzie wkrótce zająć.
4. Zostawanie oj jak ja je kocham! Misiu szybko załapał o co chodzi, więc już umie utrzymać łepek na ziemi na dłużej chyba że zapomni co robi, dodatkowo mój największy sukces z niedzieli 21/01- podczas robienia zdjęcia widocznego na górze Kiba zachowała zimną krew gdy w pozowaniu co rusz przeszkadzał jej mały bezdomny kundelek, mówię wam nawet nie drgnęła gdy czarnuch próbował dostać się do jej smaczków szacun Kiba, szacun!


A czy ja wywiązuję się z planów? Hmmm pomyślmy....
1) Regularne pisanie na blogu- nie jestem w pełni usatysfakcjonowana, ale hej! jestem tutaj i piszę do was, więc aż tak źle nie jest, poza tym trwa sesja i nie wcale się nią nie wykręcam, ani trochę.
2) Treningi z rzucania backhandów- odbyłam dwa czy nawet trzy razy, szaleństwo :D. Do tego gdy mi się przypomni ćwiczę technikę z ciężarkiem.
3) Wspólne zdjęcia z Kibą- totalna klapa, nie zrobiłam ani jednego.
4) Spontaniczne i śmieszne zdjęcia- pełen sukces zresztą zerknijcie na moich faworytów.

Zapasy niedźwiedzi
Latająca puczikulka
Mina nr.10 "masz jakiś problem?" :D
A wy bierzecie udział w jakichś projektach? Jak Wam idzie realizacja postawionych celów? 

3 komentarze:

  1. Gratuluję postępów :) My jako tako nie wzięliśmy udziału w projekcie, ale działamy coś. Również uczę Trika spokojnego mijania psów, opanowania emocji przy nich i innych zwierzętach, ludziach... Byliśmy też na Rtg i wyszedł jakiś problem z prawym stawem w bioderkach, jutro odbieramy opis od radiologa i zobaczymy co się dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas wilcze pazury też są, ale nigdy nie stanowiły problemu. I oby już tak zostało ;)
    pozdrawiamy
    http://podopieczni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby Kiby wilczy pazur był w pełni wykształcony też bym go zostawiła, ale wisiał on tylko na cienkiej skórce i tak sobie dyndał prosząc się o zahaczenie. Nawet wetka się zdziwiła tym tworem :D.

      Usuń