25 października, 2017

Przeprowadzka do Warszawy

Trzy tygodnie temu przeprowadziłyśmy się z Kibą do Warszawy na studia. Przez to cierpię na totalny brak wolnego czasu, dlatego też na blogu nastała taka cisza. Do tego postu robię podejście już po raz setny, ale czas przestać odkładać to w nieskończoność :D.



Przyjeżdżając do stolicy miałam pewne wyobrażenia o tutejszych psiarzach. Wydawało mi się, że sprzątanie po podopiecznych nikogo nie dziwi, psiaki są pod kontrolą i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Oj jak bardzo się myliłam... Dzisiaj będzie o wadach i zaletach mieszkania w stolicy, o których zdążyłam się przekonać już w pierwszych tygodniach.



Zacznijmy od zalet:
1. Ogromna ilość parków- wbrew pozorom to w Łukowie miałam największy problem, żeby znaleźć jakieś fajne miejsce na spacer. Na wszystkich boiskach są zakazy wchodzenia z psem (choć jak wiadomo bezprawne), a nawet w jedynym miejskim parku zwierzaki nie są mile widziane czego doświadczyłam na własnej skórze. Pozostają jedynie wypady za miasto do lasów czy na pola, ale tutaj pojawia się problem czym tam dojechać. W Warszawie co chwilę napotykam się na jakiś park albo konkretny skrawek zieleni. Jest gdzie porzucać piłeczkę czy poćwiczyć i nikt nikogo nie przegania.
2. Dużo psiaków= mnóstwo możliwości do przećwiczenia spokojnego mijania pobratymców. W moim rodzinnym mieście nie miałam jak się do tego porządnie zabrać, a teraz wychodzimy już powolutku na prostą. Poza tym Kiba potrzebuje od czasu do czasu pobawić się z przedstawicielem tego samego gatunku i o to tu nietrudno.
3. Komunikacja miejska- nie mając auta spokojnie można dojechać w każde miejsce i to ze zwierzakiem u boku. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby ktoś się krzywo patrzył na Kibę w podróży, ale ponoć z tym różnie bywa.



To teraz czas na wady:
1. Po pierwsze coś z czym nie mogę się pogodzić- czyste trawniki (i chodniki!) to utopia, teraz już się w tym upewniłam. Na pierwszy rzut oka wydaje się czysto, ale chcąc sprzątnąć po Kibie muszę uważać gdzie stąpam, żeby nie wdepnąć w minę. Chociaż i tak jest o niebo lepiej niż w moim mieście, to trzeba przyznać. Oczywiście nie tylko psiarze ponoszą winę. Już w pierwszym tygodniu miałam tą nieprzyjemność oglądania wystającego tyłka dziecka zza krzaka. Miałam ochotę wtedy tam podejść i wręczyć mamusi woreczek, żeby mogła sprzątnąć, ale stwierdziłam że nie ma co wdawać się w zbędne dyskusje.
2. Kolejna sprawa to brak kontroli nad zwierzakiem. Sporo jest odpowiedzialnych właścicieli co to prowadza psiaki na smyczy, ewentualnie nie pozwala na podbieganie, lecz drugie tyle jest tych co preferują bezstresowe wychowanie. Pod moim blokiem często spotykam jack russel terriera spacerującego na całej długości flexi. Czyżby właściciel nie potrafił zablokować smyczy? Szkoda mi tylko Kiby nerwów kiedy po raz tysięczny podbiega do niej od tyłu i namolnie obwąchuje. Natomiast w parkach norma, piesek typu wolny elektron radośnie hasający kilkanaście metrów od właścicieli i zaczepiający wszystkich spacerowiczów. Niektóre mniej cierpliwe pieski próbują takiego delikwenta "pożreć", ale nawet to nie jest w stanie obudzić właścicieli z jesiennego letargu.
3. Ludzie wyciągający rączki w miejskiej komunikacji. Mam teorię że ich nie potrzebują i dlatego usilnie próbują się ich pozbyć.
4. Przeprowadzając się z domu z ogródkiem do bloku mam też kilka kolejnych rzeczy do przepracowania. Między innymi spokojne schodzenie po schodach. Na razie mieszkam na 1 piętrze, ale mimo to Kiba zbiega po schodach na pałkę ciągnąc mnie na końcu smyczy. Oczywiście mogę się wspomagać zostawaniem, ale muszę się w końcu za to porządnie zabrać. W drugą stronę już zrozumiała, że wchodzimy powoli przy nodze, więc myślę że to kwestia czasu.



Mam nadzieję, że więcej minusów przeprowadzki nie uświadczę, Kiba będzie coraz lepszym obywatelem III RP, a ludzie w końcu przekonają się, że woreczki na psie kupy nie gryzą ;). 

17 komentarzy:

  1. Witajcie w Warszawie! :) Czyste trawniki to zdecydowanie utopia, choć faktycznie względem Łukowa nie ma porównania - mam w Łukowie rodzinę i z wizyt u babci jakoś wyjątkowo mocno pamiętam te "czyściutkie" trawniki... :D

    Co do wolnych elektronów w parkach, na polach i tak dalej: Boże, cóż to za zmora! Niestety muszę przyznać się bez bicia, że wcześniej Beryl też był takim elektronkiem biegającym bez sensu dookoła, ale na szczęście zmądrzałam. :) Teraz nas dla odmiany denerwuje swobodne podbieganie psiaków, które przecież "muszą się socjalizować!", no naprawdę...

    Życzę Wam powodzenia w nowym miejscu! Jak Kiba zniosła zmianę miejsca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Łuków słynie w większości z nie fajnych rzeczy, takie kwiatki dzieją się tylko tam :D.
      Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, kiedyś też uparcie spuszczałam Kiby ze smyczy w parku mimo dużego prawdopodobieństwa, że pogoni jakiegoś rowerzystę, a teraz o losie prawdopodobieństwo mniejsze, a ja się cykam :P.
      Co do reakcji Kiby, rudzielec jest przyzwyczajony do podróżowania i mieszkania w różnych miejscach i przeprowadzka nie wywarła na niej żadnego wrażenia. Co więcej zrobiła jej dobrze na główkę, ale to chyba bardziej rozstanie z Czesią niż sama zmiana otoczenia :D.

      Usuń
  2. Myślę, że problem sprzątania po psie jest wszędzie i nie zależy to od wielkości miasta :-(
    Powodzenia w Warszawie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja ten problem jest spotykany wszędzie, ale mam wrażenie, że jednak w niektórych miastach jego skala jest dużo mniejsza niż w innych i nie bardzo wiem czym może to być spowodowane.
      Dziękuję :)

      Usuń
  3. Dużej ilości parków bardzo zazdroszczę! Powodzenia w wielkim mieście :D.
    Na jaki kierunek się wybrałaś, czyżby weterynaria?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D. Myślałam nad wetą dosyć długo, ale to jednak nie dla mnie, studiuję Hodowlę i Ochronę Zwierząt Towarzyszących i Dzikich i jak na razie jestem zachwycona wyborem :).

      Usuń
  4. Witamy w pięknej stolycy - gównem, sikiem i rozbitym szkłem zasłanej... Ja nadzieje na zmiany na lepsze już porzuciłam, od 4 lat niewiele się zmieniło. Latem bladym świtem można najwięcej ogarniętych psiarzy spotkać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi szkła i śmieci różnorakich tu wcale nie ma tak dużo w porównaniu z Łukowem. Zapraszam na wycieczkę do Jaty połączoną ze zwiedzaniem tego pięknego miasta, od razu zaczniesz doceniać to co masz na co dzień :D.

      Usuń
  5. Rozumiem, że wynajmujesz mieszkanie? Mam co do tego kilka pytań; czy osoba, która ci go wynajmowała miała jakieś problemy z faktem, że wprowadzisz się z psem? Masz może współlokatorów? Jak oni zareagowali na psa?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mieszkania nie znalazłam (choć szukam od sierpnia) i na razie mieszkam u brata. Ludzie mają ogromne problemy, żeby wynajmować komuś kto ma zwierzaka, boją się że coś poniszczy itd :/. A jeśli się już zgadzają to cena mieszkania jest horrendalnie wysoka jak na kieszeń studenta.

      Usuń
    2. Wielkie dzięki za szybką odpowiedź! :)

      Usuń
  6. Każde miasto ma swoje wady i zalety. Jaki kierunek studiów wybrałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że wszędzie jest tyle samo zalet co i wad. U nas trawniki to koszmar. Ale już nawet radni zaczęli ten problem zauważać, bo podczas sesji padają propozycje zakupu specjalnych pojemników z woreczkami na psie odchody, jak i tablic z informacją o sprzątaniu po swoim pupilu. Co z tego wyniknie... to się okaże.

    Ps. Ja już od jakiegoś czasu planuję przeprowadzkę do stolicy, bądź okolic Wa-wy i mam nadzieję, że zrealizuję to postanowienie w najbliższych dwóch latach.

    Powodzenia na studiach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witamy w Warszawie :) Ach SGGW, pod koniec studiów miałam ochotę stamtąd uciec, ale może w Twoim przypadku będzie inaczej. ;) Niestety znalezienie mieszkania, gdzie nikt nie miałby nic przeciwko psom jest mało, a jak już się coś znajdzie to ceny powalają nawet jak się już pracuje, ;) Sama kiedyś szukałam i zrezygnowałam. Co ciekawe, z doświadczenia wiem, że studenci bardziej potrafią narobić szkód w mieszkaniu niż przeciętny pies...

    OdpowiedzUsuń
  9. O prosze jakie zmiany! :D Totalnie nie zazdroszczę Warszawy, mieszkałam 6 lat w wielkim mieście (Wrocław) i mi wystarczyło :D

    OdpowiedzUsuń