06 września, 2017

Magia pola startowego [Latające Psy Warszawa]

W ubiegły weekend odbyły się ostatnie w tym sezonie zawody z serii Latających Psów. Z Kibą do Warszawy dobiłyśmy pociągiem w piątek na godzinę 18, pierwszy raz sama musiałam zająć się logistyczną częścią podróży i w sumie nie było tak źle jak myślałam, tramwaje jednak nie są takie straszne :D. Docierając do stolicy pogoda zaczynała się powoli psuć, ale nadal nie wierzyłam, że w weekend może być tak źle. Już w nocy obudził mnie deszcz, chciałam wierzyć, że do rana się wypogodzi, ale gdzie tam. Zanim udało mi się dojść na Pola Mokotowskie byłam cała przemoczona, a czekało mnie jeszcze rozkładanie namiotu. Na całe szczęście z pomocą przyszła Dominika i Ania za co bardzo dziękuję.

Ten piękny moment pełnego szczęścia uwieczniła nam najlepsza Iza Łysoń :3

Startowałyśmy z Kibą w ThrowNGo Level 1 jako 90. Czas się dłużył i dłużył, ja nie mogłam doczekać się naszej kolejności, w międzyczasie odwiedziłam namiotowych sąsiadów (Haueverki  ), a kiedy nareszcie nadszedł ten czas czułam jednocześnie ogromne szczęście jak i stres wyżerający wnętrzności. Pierwszy rzut w ziemię, za drugim razem Kiba źle złapała i wypuściła z paszczy (tak się pięknie uzupełniamy haha), trzeci, czwarty i piąty pięknie złapane, a szósty próbowałam wyrzucić w ostatniej sekundzie i to nie był dobry wybór bo dekielek poszybował w kosmos. Tym sposobem uzyskałyśmy szalone 16 punktów, trochę szkoda bo w Gdyni dużo lepiej nam poszło, ale i tak jestem dumna z Kiby stanu psychicznego. Pięknie się skupiała, biegała, latała i to wszystko pomimo mżawki i mokrej trawy, która zwykle skutecznie uniemożliwia nam treningi. Aaach uwielbiam ją!

                         

Po zejściu z pola gnomik oczywiście otrzymał ogrooomną porcję głaskanka, smaczków i pochwał. Z tej radości nawet otworzyła się na ludzi i ku mojemu zaskoczeniu skoczyła na jakąś dziewczynę dopraszając się głaskanka szok :D. Pod koniec mojego sobotniego pobytu wyskoczyłyśmy jeszcze z Izą na krótką sesję, gdzie Kiba miała własne wizje na zdjęcia (wstydź się? zrobię obrót i jeszcze jeden obrót i może jeszcze jeden), ale przynajmniej nie zwracała uwagi na rowerzystów i inne pieski. Wspaniałe jest móc obserwować jak szybko się zmienia :).

Krokodyl  ♥ 

W niedzielę pogoda uległa pogorszeniu przez co Kiba dzień spędziła głównie w namiocie, a ja próbowałam upolować jakieś ciekawe kadry na polu, co jednak skutecznie uniemożliwiał mi psujący się obiektyw :c. Koło 15 zwinęłyśmy się z kochaną ciocią Julitą i mężem Rayem do domu, całe szczęście tym razem autem.

Dekielku nie upadaj- kontrola talerzyka wzrokiem

W domu byłyśmy pod wieczór- przemoczone i padnięte, ale wyjątkowo szczęśliwe. Już nie mogę doczekać się następnego sezonu, ale po drodze czekają na nas jeszcze Dog Gamesy, gdzie startujemy w czterech konkurencjach, trzymajcie kciuki i do zobaczenia w Kaputach :D.

6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że mogłam Was w końcu poznać! <3 Kiba świetnie sobie radziła i na pewno będzie co raz lepiej. Będę trzymać kciuki za Dog Games aby świetnie Wam poszło! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nareszcie po tylu próbach nam się udało, dzięki za wspólnie spędzony czas :3. A lepiej na pewno będzie, dzisiaj na treningu już rzucałam tak jak trzeba 😀.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że znów na jakiś frisbowych imprezach się zobaczymy <3

      Usuń
  2. Kiba super sobie poradziła. Żałuję, że przegapiłam was występ na żywo, ale widziałam was jak się kręciłyście z Anią i Dominiką, haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mam nadzieję będzie wiele okazji na zobaczenie lepszych występów Kiby :D.

      Usuń
    2. Asia to trzeba było podejść i zagadać :D

      Usuń