22 sierpnia, 2017

Latające Psy Gdynia i urlop w Dębkach

Jakiś czas temu wróciłyśmy z wypoczynku nad morzem gdzie spędziłyśmy wspaniałe beztroskie dwa tygodnie. A rozpoczęło się tak, 4 sierpnia wsiadłyśmy do słonecznego pociągu w towarzystwie Oli, jej siostry i Greyka aby dostać się do Gdyni i spędzić weekend na Latających Psach. Po kilku godzinach jazdy na schodach pomiędzy piętrami (brak miejsca wdał nam się we znaki) dojechałyśmy do miejsca docelowego, rozpakowałyśmy się i już pod wieczór ruszyłyśmy do portu na zdjęcia i obiadokolacje. W porcie Kibulka zachowywała się cudownie, nawet odważyłam się spuścić ją ze smyczy do zdjęć pomimo rowerzystów przejeżdżających obok, których jednakże pięknie olewała. Wtedy naszła mnie myśl, że następnego dnia na Latających damy czadu i w końcu pokażemy na co nas stać! Jednak troszkę się przeliczyłam :).


Dlaczego się przeliczyłam? A dlatego, że Kiboszka pokazała mi środkowy palec i wypięła się łysym tyłeczkiem. W sobotę z rana dojechałyśmy na Kolibki, rozstawiłyśmy namiot, Kiba zaliczyła szybkie zapoznanie z terenem i w końcu mogłam ruszyć z Nikonem na pole fotografując poczynania zawodników. Zanim się obejrzałam nadeszła nasza kolej we Frizgility. Odstawiłam sprzęt do namiotu, zabrałam brzydalka i pognałam obok pola na rozgrzewkę. Sama rozgrzewka przebiegła perfekcyjnie, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to będzie dobry start. Kiba była w stu procentach skupiona na mnie, oczy się świeciły i mówiły róbmy coś! Weszłam na pole, ustawiłam ją, słyszę ready, steady, go i biegniemy. Tunel, hopka, tunel, brzydki rzut w fotografów (i'm sorry), tunel, hopka, tunel iiii <fanfary> rzut za 10 punktów! Jak to usłyszałam odleciałam pod niebiosa na różowo-fioletowej tęczy, a tu nagle puf zamiast powrotu Kiba dała w długą przez jedyną wolną szczelinę w banerach. Wołam, myślę sobie zrobi rundkę honorową jak na dog gamesach i wróci, ale mijają sekundy a jej nie widać, wybiegłam za nią, rozejrzałam się na boki i nic, poczułam niemiły ścisk w żołądku, czarne myśli cisnęły się do głowy i w tej właśnie chwili znajoma poinformowała mnie że mój kochany pieseczek pobiegł w stronę namiotu i rzeczywiście Kibula czekała aż ją ktoś łaskawie wpuści do klateczki ech ;). Zebrałyśmy 40 punktów i zajęłyśmy miejsce 55/68, czyli rekord Dog Gamesowy pobity, ale start zaliczam do życiowych porażek. Od tej pory puszczam ten dzień w niepamięć i przejdźmy do niedzieli :D.

Rzut w fotografów challenge accepted
Piękny rzut za 10 punktów, fot. Amelia Lęgowicz

Niedziela zaczęła się niepozornie, po sobotnim starcie byłam załamana i zaczynałam wątpić w sens startów z rudym uparciuchem. Do tego zaczęło padać zaraz po przyjeździe na Kolibki i wtedy już byłam pewna, że kontaktu z Kibą mieć nie będę. Zanim się obejrzałam musiałam iść rozgrzać pieska, znaczy taki był plan, ale uparciuch stwierdził że ma mój plan głęboko i szeroko w duszy. Za to bardzo interesujące były wszystkie pieski wokół i ciocie, ach te ciocie :). Na pole weszłam z duszą na ramieniu, przez myśl przeszła mi rezygnacja, ale ja się tak łatwo nie poddaję, co to to nie. Po odpięciu smyczy szok, Kiba weszła w tryb treningu i prosiła o rzut talerzykiem. Troszkę się ogarnęłam, pierwsze dwa rzuty wyrzuciłam piękne, choć mogłam wcelować bardziej w środek, który jest wyżej punktowany. W międzyczasie straciłam równowagę i prawie się wywróciłam, ale tylko prawie. Trzeci rzut spartaczyłam, ale kolejne już były tak idealnie piękne, że nawet na treningach rzadko mi się takie zdarzają. Bilans to 5 złapanych rzutów na 6 wyrzuconych, Sweet Spot nieprzemyślany dlatego go nie ma. Po zejściu z pola wymiziałam i wycałowałam mojego mistrzunia, zdecydowanie tego potrzebowałam. Za jakiś czas zerknęłam na wyniki i kolejny szok- otrzymałyśmy 29 punktów i 22 miejsce na 96 teamów. Kop motywacyjny jest, w Warszawie poprawimy wynik obiecuję :).

                      

Po zawodach w poniedziałek wyruszyłyśmy dalej na północ do pięknych Dębek. 9 dni w otoczeniu morza, piasku i rzeki, pogoda idealna czego chcieć więcej? Było dużo leżenia na plaży, zabaw w morzu, chodzenia pod prąd rzeką i zgadywania ras psiaków, których było tam zatrzęsienie. Idealne miejsce do wypoczynku dla psiarza. Ponadto w połowie tygodnia lenistwa pojechaliśmy na kajaki, oczywiście w towarzystwie gnomika. 7 kilometrów w ponad dwie godziny spływu Piaśnicą do morza, po drodze mijałyśmy z bardzo bliskiej odległości łabędzie i kaczki, a Kibusia spokojnie leżała na moich nogach i delektowała się chwilą. Jeżeli chcecie spędzić aktywnie czas, oderwać się od codzienności i jednocześnie nie lubicie dużych tłumów na plaży takich jak we Władysławowie to ta miejscowość przypadnie wam do gustu :).


2 komentarze:

  1. Gratulacje! Coraz bliżej podium! *.* Zazdraszczamy wakacji, my spędzamy w domu, bo albo jest bardzo gorąco, że po 5 minutach pies padnięty, albo leje i jakikolwiek trening odpada, owszem znalazło się kilka super chwil i mam nadzieję, że jeszcze wiele takich będzie. ;P Którego dnia będzie na LP w Warszawie? Planuję(/-emy) się wybrać, ale info o parwo trochę mnie przeraża i sama nie wiem. :/ Aczkolwiek życzymy powodzenia! ;) Szkoda, że nie macie opcji obserwowania na blogu, w sensie wiem, że macie przez e-mail, ale przywykłam do tego typowego okienka z kwadracikami avków i noo. xD Jeśli byście dodały to by było super! ;)

    Pozdrawiamy! NX Team

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :). W Warszawie będziemy w oba dni, ale startujemy tylko w niedzielę w ThrowNGo.
      Co do obserwowania bloga, przy nowym szablonie jakoś ta opcja nie działała, a potem o tym zapomniałam, zobaczę co da się zrobić :D.

      Usuń