05 grudnia, 2016

Nową przygodę czas zacząć

Próbowałam już z Kibą różnych sportów, jak dotąd najbardziej ujęło mnie dogfrisbee i obedience. W obi powolutku sobie dłubiemy, nigdzie nam się nie spieszy, mamy czas. Może Kiba nie jest idealnym psem do tego sportu, nauka jednego elementu potrafi trwać bardzo długo, za to uwielbiam delektować się uzyskanymi z nią efektami 😋. Frisbee na chwilę obecną zawiesiłyśmy na kołku, może wiosną je reaktywuje, ale skomplikowane elementy freestylowe odpuszczę to jest pewne. Oba te sporty uprawiamy w sumie tylko dlatego, że ja mam z nich ogromną radochę, Kiba też je lubi w końcu jest dużo żarcia i zabawy, ale w porównaniu do agility wypadają słabo, dlatego nareszcie postanowiłam zrobić coś także dla gnomiśka 😊.
Ostatnio odwieczny problem z transportem sam się rozwiązał, więc zaczęłyśmy regularnie jeździć na agility do Active dog'ów.
Pierwszy trening odbył się 19 listopada, trochę się bałam, że Kiba zapomniała jak się robi outy i ciasne skręty, bo na ostatnim treningu byłyśmy pod koniec lutego, ale jednak nauka nie poszła w las i nadal są widoczne ślady w pamięci. Na początek tradycyjnie zaczęłyśmy od zapoznania się z torkiem (pomimo tego że go nie biegałyśmy), mam małe problemy z zapamiętaniem wszystkich numerków lecz dopóki one są jakoś zawsze można się odnaleźć (o ile się akurat nie biega 😁). Kaja wymyśliła dłuższą sekwencję specjalnie dla nas złożoną ze stacjonat i z tuneli i dzielnie próbowałam zmierzyć się z handlingiem. Po pierwsze nie umiałam się otworzyć na psa, niby oczywiste, że ramie powinno być odchylone w jego stronę, ale w praktyce bywa różnie, po drugie po raz pierwszy zmierzyłam się z pojęciami zmian- ostatecznie podołałam. Co do Kiby na treningu, zaczynała fajnie, ale w międzyczasie miała spięcie z psiakiem przez co się trochę zamknęła w sobie. Wszystkim się rozpraszała, nawet nie wiecie jaki może być fascynujący traktor oddalony o 300 metrów, ale koniec końca udało mi się ją trochę rozkręcić. Najlepsze w tym treningu było to, że sporo biegałyśmy bez żadnych motywatorów, miałam dwie puste ręce i to nie powodowało spadku motywacji, łał.
Na drugim treningu byłyśmy wczoraj (4 grudnia), zima zaskoczyła drogowców, ale nie agiltowców! Tym razem byłyśmy skazane na halę, która należy do 'Ranczo Arka'. Przyjechałyśmy sporo przed czasem, a na dodatek jazdy na hali się przedłużyły, co znacząco wydłużyło również nasz czas oczekiwania. Na szczęście umilały go nam konie, kuce i osiołki, Kiba była bardzo dzielna i nie popełniała prób upolowania obiadu nawet przy próbie głaskania zwierzaków. Po odczekaniu w kolejce na halę nareszcie mogłyśmy rozłożyć przeszkody, zaczęłyśmy tak samo od zapoznania chociaż teraz było trylion razy trudniej- nie było numerków. Na torek weszłam z Kibą jako ostatnia, przez ten czas odpoczywała sobie dzielnie w klateczce, a po wyjściu... była moc!! Sami spójrzcie na ten filmik

                   

Co prawda przedstawia niewielki skrawek treningu, w rzeczywistości trwał on o wiele dłużej, ale cały czas na takim samym poziomie motywacji. Kiba nareszcie wszystkim pokazała jaki ma silniczek w doopce i że wcale nie jest wolnym psem z opóźnionym myśleniem 😃. Z jednej strony byłam w siódmym niebie, a z drugiej totalnie nie mogę za nią nadążyć, biegłam ile sił w nogach, a wraz byłam za wolna. Po takim sprincie wypluwałam płuca co chyba oznacza, że trzeba nareszcie się za siebie porządnie wziąć.
Wnioski po tych dwóch treningach są następujące:
1. Dzień przed treningiem należy Kibę porządnie wybiegać i wywęszyć, kilkugodzinny spacer po polach z minimalną ilością myślenia to jest to.
2. Po przybyciu na trening klateczka aż do czasu naszego wyjścia.
3. Po wyjściu z klateczki chwila zapoznania z terenem w tym załatwienie potrzeb fizjologicznych.
4. Na sam koniec aktywna rozgrzewka.

Kolejny trening planowany dopiero w Nowym Roku, ale już w ten weekend będzie można nas spotkać w sobotę na wystawie w Lublinie (tu bez Kiby) oraz w niedzielę na Łapa Targ w Warszawie. Jeżeli chcecie przywitać się, pogadać, spytać się o coś to śmiało podchodźcie. Ja nie gryzę, a Kiba też stara się być miła 😏.

6 komentarzy:

  1. O, tak! Agility to jest TO! My także próbowałyśmy swoich sił w przeróżnych psich sportach, ale albo bawimy się obie, albo wcale. Dogfrisbee sprawia frajdę mi, ale Ruby go nienawidzi. Obi po jakimś czasie zaczyna obydwie nas zanudzać, Rubisia także zanim nie przepada. Natomiast agilitki obydwie kochamy i cichaczem przygotowujemy się do sezonu 2017.

    Powodzenia na ,,nowej drodze", zapewne będzie bardzo ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Agilitki najlepsze! <3 Kentaczek też woli agilitki, bo widzi, że i ja w tym się ruszam, haha xD Niestety klub agility do którego mieliśmy najbliżej i zarówno trenowaliśmy tam się rozpadł, więc na ten czas nie mamy gdzie trenować :C Akurat co do frisbee to Kentucky jedynie lubi przyśpieszać do dysków gorzej z powrotem i sekwencjami, ale dzięki flyballu nagle jara się na dyski ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy prawie 100km do naszego klubu przez co nie mogę jeździć tak często jak chcę, ale zawsze mogło być gorzej :D. Zazdroszczę ci tego flyballu, chciałabym kiedyś spróbować, ale to raczej nie z Kibą :P.

      Usuń
  3. Świetnie, że próbujecie tylu sportów, to bardzo rozwija psi móżdżek :D. My zostajemy przy obi, to zajmuje tyle czasu że na razie nie szukam dodatkowego zajęcia :P.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że zaczeliście biegać. My z Fioną uwielbiamy agility, sprawia nam to ogromną frajdę :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Od zawsze podobały mi się agility, jednak nie miałam nigdy okazji jechać z Nelą na jakiś trening czy seminarium. Fajnie, że Wy zaczęłyście przygodę z tym sportem. Świetne zdjęcia, widać, że Kibie się to podoba!

    OdpowiedzUsuń