30 sierpnia, 2016

Pokaz sztuczek na festynie i wystawa psów


W sobotę 27 sierpnia robiłyśmy z Kibą nasz drugi pokaz sztuczek w życiu na Pożegnaniu wakacji z Nowoczesną. Pierwszy raz przed obcą mi publicznością i w takim upale- godzina 14 ponad 30 stopni cudownie. Przyjechałam jakieś 30 minut wcześniej przed planowaną godziną zero, więc przeszłam się z Kibą po terenie w celu poniuchania wszystkiego co nowe po czym zapakowałam ją do klateczki i oddałam się pogawędkom. 10 minut przed naszym pokazem wyjęłam ją i zaczęłam rozgrzewkę, wszystko było pięknie młoda super pracowała na pełnych obrotach bez smyczy w towarzystwie dmuchanego zamku, grona dzieci i psa. Po rozłożeniu sprzętu zaczęłyśmy pokaz i na dzień dobry wredolek zwiał do pieska, który dodatkowo chciał ją zjeść ;). No lepiej zacząć nie było można, moje wołania spełzły po niej jak po kaczce bo tak bardzo chciała się przywitać, po zabraniu za obrożę w końcu zaczęłyśmy. Najpierw przytulanie pańci na zgodę, potem pompki i dalej nie pamiętam co się działo. Super, że wyszło nam sprzątanie zabawek, podnoszenie przedniej i tylnej łapki jednocześnie, przechodzenie przez hula hop i najlepsze dostawianie. Kiba bardzo starannie się dostawiała i o dziwo wszystko robiła bardzo dokładnie w przeciwieństwie do mnie. W międzyczasie musiałam przypadkowo nadepnąć Kibę na łapę, był płacz i mizianie na przeprosiny ech cudownie :P. Potem trochę bała się bliżej do mnie podchodzić, ale w końcu się rozkręciła i jakoś poszło. Podsumowując przez ucieczkę młodej zjadł mnie całkowicie stres, podczas pokazu nie widziałam publiczności ani jej nie słyszałam, ale Kiba dała radę i ratowała sytuację. Ponoć się podobało, a szczególnie skoki :D szkoda że zapomniałam zrobić hopsania przez obręcze z rąk, nóg oraz przez hula hop, bo to pewnie byłby hit, może kolejnym razem się uda. Miał być nagrany filmik, ale kolegę Maćka ta trudna sztuka przerosła, natomiast na zdjęcia nadal czekam.

Fot Jerzy Kirzyński

Natomiast już kolejnego dnia w moim mieście po raz czwarty odbywała się wystawa psów pod patronatem PFK. Jak to zwykle bywa podczas ich wystaw: kiepska organizacja, psy wystawiane na obrożach i smyczach (również flexi), mnóstwo rzucających się na wszystko owczarków niemieckich i mały odsetek innych ras. Dzień zaczęłyśmy od spotkania z Dominiką i Maxem z bloga Czarnobiałorudzi, po krótkim zapoznaniu w parku ruszyłyśmy na pobliskie działki gdzie spuściłyśmy psiaki. Były dzikie gonitwy, nieśmiałe próby zabawy, piłeczkowanko, moczenie tyłeczków w Krznie oraz tarzanko w śmierdzących lecz na szczęście nie brudzących substancjach (to Kiba). Po powrocie na wystawę odkryłam niesamowitą rzecz- gnomik całkowicie przestał się bać owczarków niemieckich :) wspaniałe uczucie kiedy w pełni wychillowała się pod murkiem dwa metry od leżącego onka i kilka metrów od ringu.


Oczywiście nie obyło się również bez odwiedzin na stoisku Doliny Noteci i miłych incydentów :D. Pierwszy z nich odbył się zaraz po zrobieniu powyższego zdjęcia, pewna pani podeszła do nas i spytała się jakie mamy numerki, bo jej córka chciałaby zagłosować na Kibę i Maxa na nagrodę publiczności. Niestety musiałam panią zawieźć mówiąc, że nie bierzemy udziału w wystawie, a nasze pieski to kundle :D. Jakiś czas później wydarzyła się kolejna historyjka. Tym razem zaczepili nas z telewizji. Tradycyjnie wielkie zdziwienie na twarzy prowadzącego gdy odpowiedziałam, że Kiba to kundel i tysiąc pytań czy to taki zwykły kundel czy niezwykły, jestem ciekawa efektu końcowego, bo cały czas w duszy rechotałam :D.  
Dzięki temu weekendowi upewniłam się w przekonaniu, że na Kibie mogę polegać. Czas zapomnieć o przeszłości i tym co było, a skupić się na tym co mam i szlifować mój mały diamencik. W sobotę startujemy na Latających Psach w ThrowNGo- trzymajcie kciuki :).


11 komentarzy:

  1. Ej no możesz być dumna z futrzaka :) pokazy to mega rzecz bo 1) publiczność ma obniżone wymagania więc można to traktować jak trening 2) brak klasyfikacji punktowej powoduje, że ma się mniejszego stresa 3) nabiera się doświadczenia które później owocuje na zawodach :)
    Ja mam za sobą 3 pokazy. Na jednym Cleo się rozpraszała podczas agilitek i ogólnie miała swoją koncepcję toru ale publiczność i tak się świetnie bawiła, na zawodach chyba zapadłabym się pod ziemię ;) na ostatnim pokazie już dała mega czadu i byłam zachwycona swoim grzecznym i mądrym pieseczkiem. Ale myślę, że na to miało wpływ moje nastawienie bez stresu i napiny.
    Powodzenia w Wawie! Będę trzymać kciuki, ja chora a poza tym i tak wcześniej nie miałam czasu przetrenować frisbiaczy. A ślinie się na frisgility.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ jestem z niej okropnie dumna :D dla Kiby takie warunki jak były na festynie są o wiele trudniejsze niż te panujące na zawodach, im więcej piesków i ludzi tym mniej zwraca na nich uwagę, a dodatkowo są bandery ułatwiające życie. Jak to będzie na zawodach to się jeszcze okaże, mam wrażenie że jednak stres będzie mniejszy w końcu to "tylko" rzucanie frisbee i nie ma szans tak jak na pokazie, że zapomnę repertuaru sztuczek :).

      Usuń
    2. U nas to troszkę inaczej wygląda bo... Cleo im dalej ode mnie tym większa szansa na to, że odmówi pracy. Ale to też jest do zrobienia, tylko trzeba pracować nad motywacją. Może się zmierzymy za rok ;) huehue ;)

      Usuń
  2. Już nie możemy się doczekać soboty :) A niedziela była dla nas najfajniejszym dniem wakacji zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak miło :D jeszcze tylko trzeba przeżyć jeden dzień szkoły i Warszawo witaj!

      Usuń
  3. Z ciekawości, sama wpadłaś na pomysł wystąpieniu w pokazie, czy ktoś Cię zagadnął i do tego zachęcił? :)

    Nie wyobrażam sobie pokazu z moim rudzielcem i tą jego miłością do dzieciarni, emerytów i rencistów, prędzej zrobiłaby pokaz zalizywania ludzi na śmierć. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajoma mnie poprosiła :).
      Lepsza miłość do ludzi niż nieufność, kwestia odpowiedniego zmotywowania psa, czasem to zajmuje dłuższy okres czasu tak jak w przypadku Kiby, a czasem psiak od szczeniaka nie ma z tym problemu.

      Usuń
  4. Też w niedzielę byłam na jakimś tam festynie i trochę z Nikiem sztuczkowaliśmy. Dumna ja! Bez smyczy, wśród muzyki, hałasów, psów, ludzi, zamków, balonów, jedzenia, biegających dzieci, krzyków, strzałów.
    Zdolne te nasze pieski. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymamy kciuki!
    Świetnie zdjęcia, o nawet widzę on'ka w łańcuszku/kolczatce :P York jest uroczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D. Onek jest w łańcuszku jak większość owczarków na tej wystawie, a kolczatek na szczęście żadnych nie widziałam :).

      Usuń