04 sierpnia, 2016

(Nie)seminarium* z Ewą Kiryk

W zeszły weekend uczyłyśmy się z Kibą pod okiem Ewy Kiryk. Pierwszy raz wracając do domu po semi czuję taką pustkę i smutek. Dwa dni spędzone z przesympatycznymi ludźmi, godziny ciapania deklami w największy upał, uciekanie przed deszczem, picie soczków z lodem i wyżerka z grilla- tak w skrócie :).
Pierwszego dnia Kiba ewidentnie nie była w humorze, obstawiam że to moja wina, bo zestresowałam się na samym początku tym, że wsiadłam do złego pociągu (ale szybko mnie z niego wygonili! na szczęście). Młoda na wszystkie pieski buczała oprócz małego kundelka, przy obwąchiwaniu zwiewała, ludzi też się bała, ale w klateczce Małgosi trochę się odprężyła. Po wykładzie zaczęły się wejścia, my wchodziłyśmy jako trzecie. Miałam ochotę coś gnomowi zrobić, pies zamienił się w ślimaka i  nie był zbyt zainteresowany robotą. Jakoś udało mi się trochę ja rozkręcić i zapoczątkowałyśmy dostawianie się na misce. Nie jestem usatysfakcjonowana naszym dostawianiem, które niby jest, ale Kiba nie do końca wie, że ma się cały czas trzymać nogi nawet jak odejdę metr w bok. Próbowałam kiedyś jej wprowadzić miskę, ale nie wiedziała o co chodzi i odpuściłam. Ewa stwierdziła, że u nas najlepiej sprawdzi się oferowanie zachowania, dałam Kibie komendę na wejście na miskę i czekałyśmy czekałyśmy czekałyśmy....aż młoda ruszyła łapą, nagrodziłam zachowanie i czekałyśmy znowu, a Kibs kombinował dalej i zaczął ruszać zadkiem, a o to nam chodziło. Jak się całkiem rozkręci i będzie się swobodnie obracać przestawię miskę obok mojej lewej nogi.
Robiłyśmy jeszcze targetowanie, niby to dla nas nic nowego, ale dotąd Kiba robiła to na komendę 'touch', a Ewa zwróciła mi uwagę że komendę dopiero się podkłada przy czymś, pies ma targetować sam z siebie i to ćwiczyłyśmy. Dodatkowo próbowałam rozruszać młodą uciekającą nagrodą. Target ma pomóc przy pozycjach w marszu, po semi z Asią nie do końca wiedziałam jak to ugryźć chociaż to ćwiczyłyśmy. Na początku będziemy uczyć się 'hopstója' czyli target nad psem, a potem dołożę samokontrolę i mam nadzieję że tak zrobimy stój w marszu :).
W przerwie pomiędzy wejściami ciapaliśmy deklami. Najpierw było prosto: zwykłe backhandy bez udziwnień, a potem się zaczęło! Backhandy z dupy, z obrotem, spod nogi, forehandy, hammery, spod kolan, a to wszystko po xxx powtórzeń, bo ciapając w parach trzeba było dojść do 10, gdy dysk upadł zabawa zaczynała się od nowa- szkoda że frisbee zawsze spadało przy 9 rzucie :D. Najciekawiej rzucało się na trzy dyski, tam nie było czasu na myślenie.
Głupolek :D
Na drugim wejściu wymyśliłam sobie sztuczkę: podnoszenie dwóch łapek jednocześnie. Wcześniej trochę nie wiedziałam jak to ugryźć, a sposób nauczenia jest prosty. Do tej sztuczki potrzebna jest deska, na początku pies ma wchodzić np. tylko lewymi łapami na leżącą deskę, a potem wystarczy zwiększać kąt jej nachylenia. Proste, łatwe i efektowne zarazem.
Kolejną sztuczką która odeszła dawno w kąt, bo nie wiedziałam jak się do niej zabrać i dodatkowo Kiba nie lubi noszenia na rękach był dog catch. Wystarczy postawić psa przed hopeczką, wystawić ręce, dać komendę którą chcemy (wcześniej wspomagać się ewentualnie naszym hop), jeżeli pies wskoczy na rączki nagroda. Kiba o dziwo nie zraziła się nawet jak ją upuściłam, dostała swoją piłeczkę i była w niebie, chyba jest dla nas nadzieja :).
Z Pojke <3
Drugi dzień był pod znakiem frisbee, z racji że ja byłam odprężona to i Kiba zaczęła przychylnie patrzeć na wszystkie czworonogi, a nawet zachęcała je do zabawy. Zaczęłyśmy od pokazania naszego zig zaka który jest w trakcie uczenia. Ewa zaproponowała mi żebym wprowadziła jej komendy na kierunki w którą stronę będzie leciał dysk, ale powiedziała też że ta figura jest bardzo trudna i lepsze dla Kiby będzie dookoła świata. Może i racja, ale nie zrezygnuję z próby nauczenia, nie teraz kiedy zaczyna młoda ogarniać :). Dookoła świata ćwiczyłam już z Flicką, bo gnomik miał dosyć słońca i ciągle zwiewał w cień, okazało się że wyrzucam za bardzo w psa, lekko to skorygowałam i od razu lepiej. Potem miałam za zadanie zrobić dookoła świata z różnymi kombinacjami rzutów i wyszło całkiem zacnie! Kolejną figurą którą ruszyłam były vaulty, ćwiczyłam odpowiednie wyrzucanie frisbee bo miałam z tym ogromny problem. Teraz mam pamiątkę po borderku na nodze :D.
Drugie wejścia rozpoczęły się zaraz po ulewie, trawa była mokra, dyski były mokre, a Kiba chodziła jak paralityk bo w łapeczki mokro :P. Zrobiliśmy sobie mini zawody Throw&Go, z gnomikiem przez wszechobecną wilgoć nie szło zbyt dobrze, ale starała się łapać :) nie pamiętam ile punktów zdobyłyśmy i czy w ogóle, ale szybko odstawiłam ją do klateczki, żeby już jej nie męczyć i znowu wymieniłam ją na borderka- Pojke. Momentami była walka o oddawanie dysków (gdy opóźniłam się z komendą myk), frisbee się ślizgało w rękach i nie chciało latać tak jak trzeba, na koniec szybki powrót i ostatecznie uzbierałam 29 punktów. Jak dla mnie super, więc zapadła decyzja o debiucie w Warszawie.
Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego weekendu, Kiba nie była geniuszem, ale nikogo nie zjadła, ładnie siedziała w klateczce (nawet z psiakiem którego widziała pierwszy raz na oczy), starała się chociaż coś ją blokowało i była bardzo dzielnym pieskiem :). Dawała nawet się łapać za obróżkę, więc kryzys zażegnany. Ja poznałam wspaniałych ludzi, podniosłam swój level miotania frizbiaczami i wiem co robić z młodą dalej.

Dziękuję Marysi za organizację, jedzonko i zapewnienie mi transportu, uczestnikom za umilanie czasu i Ewie za przekazaną wiedzę.

* cyt. Małgosię "To nie seminarium, to prywatne spotkanie" :D

1 komentarz:

  1. Fajne to "nie seminarium, tylko prywatne spotkanie" :D Kudłacz dzielnie się spisał, brawo!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń