18 lipca, 2016

O tym jak Kiba przekonała się do wody

Cofnijmy się do 2013 roku, Kiba była wtedy małym słodkim szczeniaczkiem i...nienawidziła wody. Każda kałuża była fe i żeby przejść przez ulicę po ulewie musiałam okrążać wszystkie kałuże- nawet te kilkumilimetrowe. Jeśli chciałam zmusić gnomika do przejścia przeskakując zwodniczą wodę kończyło się to zamoczeniem moich butów i spodni, a Kiba jak stała na chodniku tak stała i nie zamierzała tego zmieniać :D. Już nie wspomnę o jeziorach, stawach, zalewach- tam Kiba nawet do brzegu nie chciała podejść kombinując jak się da, żeby ominąć tą przeszkodę.
Kiedy miała jakieś pół roku zabrałam się do pracy nad odczarowaniem wody. Najpierw skarmiałam Kibę karmą przy brzegu rzeki co jakiś czas zmniejszając odległość od wody. Kolejnym krokiem było wrzucanie granulek karmy do wody w taki sposób, żeby Kiba mogła je dosięgnąć stojąc na brzegu. Jak już nie bała się ich wyławiać ruszyłam krok dalej i nagradzałam każde zamoczenie łapki. W tym momencie muszę wam powiedzieć, ze ta rzeka to Krzna, wąska i płytka :). Oczywiście rzucałam coraz dalej kończąc na tym, że gnomik zaczął chodzić wzdłuż całej rzeki bez oporów. Ten etap trwał najdłużej, ale kałuże stały się niestraszne, a zmęczony psiak mógł nareszcie napić się wody ze zbiornika.
Drugi etap zaczął się przypadkowo, znajoma wrzuciła Kibę do zalewu, było to przy samym brzegu, ale wody było wystarczająco dużo żeby młoda poznała pływanie. Nie próbujcie tego w domu, równie dobrze mogło to się skończyć przywróceniem lęku!!! Ale Kibie pomogło się przełamać i w tym momencie zaczęła głębiej wchodzić do wody w celu schłodzenia się lub zabawy :). Jakiś czas później zaczęłam rzucać patyki i zabawki, które były wyławiane dopóki łapki miały styczność z podłożem.
Ostatni trzeci etap zadział się w tym roku w Sobieszewie. Pierwszego dnia nagradzałam każde zetknięcie się Kiby łapek z morzem, potem wchodziłyśmy coraz głębiej nadal ze smaczkami. Nie naciskałam, jak miała dosyć i się cofała wychodziłyśmy i dalej próbowałam za kilka/ kilkanaście minut. Drugiego dnia trafiliśmy na ogromną płyciznę, wykorzystałam to rzucając patyk, który ku mojemu zdziwieniu został zaaportowany :D. Potem rzuciłam na głębszą wodę i kolejny szok- Kiba płynęła! Nie potrafię wyrazić słowami radości, którą wtedy czułam i czuję z każdym kolejnym razem kiedy młoda płynie.
Minęło już 15 dni od naszego powrotu z urlopu, w tym czasie kilkukrotnie chodziłyśmy nad wodę, za każdym razem Kiba płynie po zabawkę bez żadnego zastanowienia, a raz zdarzyło jej się popłynąć za swoim psim koleżką :). Warto było czekać trzy lata na ten moment, radość z patrzenia jak sobie pięknie radzi w wodzie jest jeszcze większa. Już nie muszę się bać odpływających zabawek, dlatego czas zwiększyć kolekcję tych przeznaczonych do wody :D.

Metodą małych kroczków można zdziałać wiele chociaż potrzeba do tego masy cierpliwości.

10 komentarzy:

  1. Też mam zamiar popełnić post na ten temat, ale w nieco innej formie.
    P.s Jaki macie rozmiar Pullera? Ten na zdjęciu wydaje się ogrooomny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Standard- jest dość duży, ale Kiba sobie elegancko z nim radzi, czasami wpadnie łapka do środka lecz to chyba efekt jej sierotkowatości, bo to samo robi z mniejszymi zabawkami :D.

      Usuń
  2. Wow, gratuluje takiego sukcesu :)
    Chyba każdy chciałby aby jego pies pływał, no niestety większość psów ma inne zdanie. Ja przez prawie 6 lat starałam się przekonać swojego psa do wody, w końcu doszłam do wniosku, że i tak bardzo rzadko jeździmy nad wodę i po prostu olałam to. Pewnego dnia kiedy wybraliśmy się do lasu odnalazłam jeziorko, pies był spuszczony a mimo to wszedł do wody i zaczął pływać. Robi to bardzo krótko ale z własnej woli więc mi pasuje.

    Pozdrawiamy
    Biały Krukk

    OdpowiedzUsuń
  3. Super że się przekonała, haha dobrze że znajoma nic nie zepsuła, myślę że u Funego mogłoby to pogorszyć sprawę choć w tamtym roku jak wrzucałam Funego do rzeki to nawet zaczął wchodzić do niej po zabawkę :P Ale fakt jest to zabawa z którą trzeba obchodzić się ostrożnie i nikomu bym tego nie poleciła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szalejesz z tymi postami :D U nas woda jako samo pływanie jest be, aporty są be, ale aporty wodne to inna sprawa. Fakt póki co raz byliśmy na etapie wyławiania zabawki&pływania ale jesteśmy a dobrej drodze. Nie muszę chyba wspominać, że do wody muszą być specjalne zabawki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ujmę to tak: Wena twórcza wróciła! :D Kolejny post w fazie przygotowań, pewnie jeszcze w tym tygodniu wkroczy na bloga. Oczywiście do wody używamy zabawek do tego przeznaczonych, będę celowała w chuckity i strasznie podoba mi się bojka planet doga.
      Powodzenia w pracy z psiakiem, dacie radę :).

      Usuń
  5. Spadłyście nam z nieba! :D za 6 dni wyjeżdżamy na tydzień nad wodę i właśnie takiego postu nam było trzeba! :) Na pewno skorzystamy:D
    Pozdrawiamy i życzymy dalszych sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam podobnie, jeszcze rok temu Sara niechętnie wchodziła do wody, jedynie za blisko rzuconym patykiem. A gdy ja w wodzie siedziałam, pies czekał na brzegu, anI myslec o tym by pies wszedł. A w tym roku? Wielkie przeciwieństwo, pies sam z siebie wchodzi do wody, nawet tak o, by się schłodzIć. Mimo iż pływa tylko za zabawka, mam nadzieję że kiedyś popłynie sama z siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Vasco uwielbia wodę i na pewno cieszyłby się, gdyby miał do dyspozycji np. rzekę czy jeziorko. Niestety, w naszej okolicy nie ma żadnych takich miejsc :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że udało ci się ją, jednak przekonać do wody :D U nas nie wiadomo, jak psiak reaguje :D Choć do malutkiej rzeczki w tamtym roku, wszedł

    OdpowiedzUsuń