03 maja, 2016

Nasz klucz do sukcesu

Długo nie mogłam wygrać z ciekawymi zapaszkami. Kiba podczas treningu potrafiła nagle stwierdzić, że musi się załatwić albo pojawił się super ciekawy zapach, którego wcześniej tam nie było i koniecznie trzeba to zbadać! A wtedy można ją wołać i wołać i nic. Dlatego zmieniłam wygląd naszych treningów, skróciłam je, dużo nagradzam Kibę za każdą najmniejszą rzecz (nawet siad), cały czas świergoczę do niej radośnie i pomiędzy ćwiczeniami radośnie sobie biegamy i hopsamy :). Jak czegoś Kiba nie chce zrobić to nie naciskam, trening ma być dla nas obu przyjemnością, a nie smutnym obowiązkiem. Efekt pojawił się dość szybko, zapaszki przestały być atrakcyjne, gnomik nie przerywa sam ćwiczeń, cały czas jest radosna i podekscytowana. Przy chodzeniu przy nodze ogon śmiga jak szalony we wszystkie strony, paszcza rozdziawiona i przepiękny kontakt :D. Przywołanie jest szybkie i dzikie jak gonitwa za zającem, a za nagrodę coraz częściej wystarczy tylko radosne ćwierkanie i mizianie. Tego mi brakowało wcześniej u Kiby, gotowości do pracy zawsze i wszędzie, ale z wyraźną radością.
Z racji, że podczas treningów węszenie nie jest mile widziane to odrabiamy to na spacerach, zatrzymuję się przy każdym krzaczku, każdej kępce trawy, słupku, samochodzie i można by tak wymieniać długo i czekam do momentu aż Kiba sama stwierdzi, że możemy iść dalej. Nie ma się co spieszyć, psi facebook musi być codziennie odczytany :).
Ten radosny pychol codziennie od nowa uświadamia mi, że warto cieszyć się z każdej wspólnej chwili, w końcu nie wiadomo ile nam ich zostało.

6 komentarzy:

  1. Właśnie mi brakuje u Trixi tej radości z wykonywania poleceń. Staram się robić wszystko co możliwe aby umilić jej ten czas ale dla niej to cały czas smutny obowiązek.

    OdpowiedzUsuń
  2. My też mamy problem z rezygnacją (ze strony psa) podczas treningu. Czasami jest super świetnie. Pies zadowolony, super kontakt, kita macha cały czas, zadowolenie, tęcza i brokat. A czasami są takie dni, gdy ma moją osobę gdzieś w tyle, woli węszyć i chodzić sam sobie. Oczywiście komendy wykonuje, ale z miną "robię to bo cię kocham, ale nie licz na więcej" Twój wpis daje mi motywację do dalszego działania i poprawy naszej współpracy.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, fajnie trafiony post, akurat ostatnio piesa coś bardziej interesuje ode mnie. Przykro mi się zrobiło, jak przeczytałam ostatnie zdanie, sama prawda..

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieliśmy dokładnie ten sam problem. Również udało nam się go przepracować: zabawą, gadaniem na spacerach, smakołykami, pochwałami.

    Dla chcącego nic trudnego jak to mówią ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę mi poprawiłaś humor pisząc o tak świetnych efektach po zmianie twojego nastawienia. Muszę sama spróbować być bardziej pozytywna, bo borykamy się z bardzo podobnymi problemami co wy wcześniej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh, aż mi się przypomniałaś o ostatniej sytuacji podczas powtarzania ćwiczeń w domu-pies nagle, ot tak wyszedł z pokoju i poszedł jeść :o Byłam strasznie zawiedziona, serio jedzenie z miski jest lepsze niż te, które by dostał za coś?.... Na szczęście nie zdarzyło nam się to nigdy dotąd.
    My cały czas pracujemy, jest bardzo fajnie ale i tak zdarza się baaardzo często, że trawka czy coś jest ważniejsza :') Pracujemy!
    Gratulujemy postępów i życzymy ich jeszcze więcej :)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń