13 sierpnia, 2015

Morska przygoda part.2

Uwaga tasiemiec! 
Po 10 dniach nad morzem wreszcie wróciłyśmy, pełne energii i zrelaksowane. Wyjechałyśmy w sobotę 1 sierpnia z samego rana, na miejsce dotarłyśmy wieczorem. Co najlepsze wszędzie witały nas szyldy brak wolnych pokoi. Pierwszy raz coś takiego nas spotkało, ale to pewnie dlatego, że w tym roku niewiele osób decydowało się na urlop za granicą. Aczkolwiek los się do nas uśmiechnął i gdy poszliśmy przywitać się z właścicielką pokoju, który wynajmowaliśmy rok temu okazało się, że ma jeden wolny pokój do niedzieli 2 sierpnia, a potem zwalnia się inny, w budynku obok, już na czas nieokreślony. Cóż mieliśmy zrobić, spanie w samochodzie nie jest zbyt wygodne, więc wynajęliśmy tam :P. Kiba od razu poznała pokój i po minucie poszła w kimę.
Następnego dnia przed południem wsiadłyśmy do pociągu, żeby dotrzeć do Sopotu na Dog Gamesy. Bez przygód się nie obeszło, bezpośredniego połączenia Władysławowo-Sopot nie było, więc pojechaliśmy najpierw do Gdyni. Tam musieliśmy się przesiąść do skm (szybka kolej miejska-nie powiedziałabym, że taka szybka :D) i tym pociągiem już prosto do Sopotu, ale pytanie gdzie wysiąść i potem w którą stronę pójść. Oczywiście nikt nie wiedział gdzie jest Park Północny, ale w końcu naprowadzili nas ludzie ze śmieciarki, którzy wiedzieli gdzie jest miejsce, gdzie "psy trenują" :). Zanim doszliśmy była już chyba po 14, więc końcówka. Trafiłyśmy na sam początek pokazu flyballu, a potem oglądałyśmy kilka występów z Top 10. Kiba była o wiele mniej przestraszona niż na Dog Games Spring, bez problemu rozłożyła się przy ringu flyballu, wykonywała też sztuczki, brała jedzonko, jednym słowem nastąpiła ogromna poprawa :D. Szybko zniknęłyśmy z zawodów z pewnych powodów niezależnych ode mnie, ale warto było. W drugą stronę jechało się znacznie gorzej, musieliśmy czekać 2h na pociąg do Władysławowa. Koniec końców wróciłyśmy na maksa padnięte.
Dla zainteresowanych ceny biletów dla psów:
- pomorskie linie kolejowe: 4,50zł
- skm: 1zł
Następnego dnia już wieczorem, gdy ochłodziło się na tyle, że w samej bluzce było mi zimno! poszłyśmy na spacer do portu. W tamtym roku już tam byłyśmy, więc dziwne cusie na wodzie nie były straszne za to jakie pociągające! Nic tylko wskakiwać :D. Weszłyśmy na jakąś mini wieżę widokową, gdzie okropnie wiało, ale widoki były przepiękne. Kiba czuła się tam bardzo nieswojo, może bała się tego ogromu morza, kto wie. Potem spacerek powrotny wzdłuż plaży przy zachodzącym słońcu, żyć nie umierać.
We wtorek wstałyśmy przed 5 z zamiarem pójścia na pustą (jeszcze) plażę. Pierwsza część wypaliła, ale plaża wcale nie była taka jaką sobie wyobraziłam. Najgorszym wrogiem Kiby okazała się pani z kijkami do nordic walking, za pierwszym razem wyparowała do niej i obszczekała, no bo jak to. Aczkolwiek szybko mózg powrócił i odwołała się, a już za drugim razem poleciała i w ostatnim momencie zmieniła tor biegu i poszła obwąchać parawan po czym wróciła do mnie w radosnych podskokach :). To był jedyny raz kiedy szczekała na całym wyjeździe także wybaczam :D.
zmutowany bobroszczur 
W kolejnych dniach chodziłyśmy na koncerty, poszłyśmy na plażę w Chałupach, Chłapowie, byłyśmy również w Dolinie Chłapowskiej. Kiba w każdym miejscu zachowywała się super, nikogo nie obszczekiwała, z pieskami grzecznie się obwąchiwała, a ze mną zawsze się bawiła, gdy tylko jej to oferowałam. Największym wyzwaniem chyba był festyn rodzinny w Chłapowie. Mnóstwo ludzi, sporo ujadających małych piesków i głośna muzyka w tle. Ku mojemu zdziwieniu młoda myślała na najwyższych obrotach, robiła reversy, obroty, jednym słowem wszystko z czym miała problem na takich imprezach. Skupienie w 100%, ani razu się nie rozproszyła :).
Dolina Chłapowska
Ostatnie dwa dni spędziłyśmy dla odmiany w Gdańsku u mojego wujka. Kiba zachowywała się bez zastrzeżeń, przeważnie odpoczywała i czyhała na pyszności pod stołem :). W poniedziałek pojechaliśmy na jarmark dominikański. Tłum ludzi Kiby nie przeraził, cały czas dziarsko pruła do przodu nie przejmując się nawet rzucającymi się na nią dzieciakami ani co 5 metrów wypowiadanych słów: ale piękny! :D Z powrotem do wujka wracałyśmy tramwajem, biletu dla niej nie kupowałam, czy potrzebny nie wiem, ale nikt nas nie kontrolował.
Wyjazd zaliczony do tych bardzo udanych, wróciłyśmy we wtorek po 1 w nocy z nowymi pokładami energii do pracy. Szczególnie do pracy nad obszczekiwaniem ruszających się obiektów, bo okazuje się, że piesek daje radę się kontrolować, tylko musi chcieć :).


12 komentarzy:

  1. Ale Piesa ma kapitalna obroże, tą z pierwszego zdjęcia :) Zazdroszczę wam, sama miałam jechać z moim szczurem, ale chyba nie upchnę go do samochodu :D
    | thindogs.wordpress.com |

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja ulubiona, bo się nie brudzi :D. Kiba też ledwo wlazła, a nie wróć, to ja ledwo wlazłam, bo ona rozwaliła się na jedynym wolnym miejscu, musiałyśmy się trochę po przepychać i koniec końców jechałam tak jak w tamtym roku na malutkim skrawku siedzenia (przez 10 godzin polecam! :D).

      Usuń
  2. Szkoda, że Was nie widziałam na zawodach :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też was nie widziałam, a specjalnie rozglądałam się po namiotach :P. No ale jak pisałam byłam tam bardzo krótko i późno.

      Usuń
  3. My spędziliśmy pięć dni w trójmieście i było super :) Nasze pierwsze wakacje z Tajsonem ale młody spisał się rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę wam wyjazdu nas morze. U nas by to chyba nie przeszło. Majlo pewnie obszczekiwał większość ludzi, przez jego nieufność. Ale musimy pracować to może kiedyś się uda? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo, też z chęcią wybralibyśmy się nad morze! Ale takie psolubne.:) Do pysia jej w tej obroży! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdro wyjazdu. Też bym chciała wyjechać z Tiką ( Buster ma chorobę lokomocyjną ) Super focie. Pozdrawiamy i zapraszamy do nas dziennik-labow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale Wam zazdrościmy tego morza! Nam w tym roku nie udało się wyjechać, może w przyszłym się uda :)
    PS: Ja tam lubię takie zdjęciowe tasiemce :D

    OdpowiedzUsuń
  8. zazdro wam tego wyjazdu, ja z Miką nie możemy wyjechać razem na wakacje bo rodzice nie pozwalają :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mieszkam 20 km od najbliższej plaży, a nad morzem byłam tylko 2 razy w te wakacje i w dodatku bez psa, ale może to i lepiej bo sama bałam się tłumu ludzi, którego mijałam. Raz nawet wpadł na mnie starszy pan, bo gdzieś mu się spieszyło.
    Od kwietnia planowałam zrobić zdjęcia wschodu/zachodu słońca na plaży (na wydłużonym czasie), ale niestety chyba się tego nie doczekam, bo zaraz trzeba wracać do szkoły ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co zauważyłam ludzie mieszkający nawet 2 km od plaży bywają tam raz na rok np. moja ciocia :D. Mi marzą się zdjęcia zimą na plaży, niestety to jest niemożliwe na chwilę obecną.

      Usuń