19 czerwca, 2015

Podbijamy Siedlce i koleje :)

Od dłuższego czasu chciałam zabrać Kibę na przejażdżkę pociągiem, ale jakoś nie przydarzyła się taka okazja... aż do niedzieli. W sobotę Julita rzuciła propozycję pojechania do Siedlec nad zalew i mimo tego, że miałam uczyć się na kartkówkę z historii to zgodziłam się, nie samą nauką człowiek żyje :D. W niedziele przebudziłam się o godzinie 6, bo bałam się, że zaśpię na pociąg, który był o 12:45, potem leżałam cały czas pilnując czasu i koniec końców zaczęłam pakować się o 12. Na 12:20 byłam umówiona z Julitą na dworcu, udało mi się dotrzeć idealnie na czas. Po obcałowaniu Raya przez Kibę poszłyśmy kupić bilety, trochę to trwało, jednak wolę tradycyjne kasy niż automaty :D. Do odjazdu pociągu pozostało nam sporo czasu, dlatego mogłyśmy przebierać w przedziałach. Weszłyśmy do pierwszego pustego przedziału, wybrałyśmy miejsce i rozsiadłyśmy się wygodnie..szczególnie Kiba. Gnomik jest przecież bardzo malutkim pieskiem nakolankowym dlatego w drodze do Siedlec jechała rozłożona jak dama na moich kolanach. Podróż zniosła bardzo dobrze, wsiadanie i wysiadanie z pociągu też nie sprawiało większych problemów, co mnie ogromnie cieszy.
Kiba w drodze powrotnej zadowoliła się podłogą przy Rysiu :)
Czas w pociągu minął nam bardzo szybko, kawałek przed Siedlcami zaczęło padać, ale w Siedlcach przywitało nas ładne słoneczko. Nad zalew ruszyłyśmy piechotką, w końcu co to jest 5km :D. Niestety jak można było się spodziewać plaża była obsadzona ludźmi, co chwilę przejeżdżały obok nas rowery, dlatego Kiba powędrowała na linkę, żeby głupie pomysły jej się nie czepiały. Chwilkę posiedziałyśmy na molo i poszłyśmy na wybieg dla psów. Z czterech przeszkód w całości były tylko dwie: palisada i stacjonata. Próbowałam młodą zachęcić do przebiegnięcia palisady, ale zmęczenie dawało jej się we znaki i po pierwszych kilku krokach zeskakiwała. Trudno się mówi i idzie się dalej, Kiba położyła się na trawce, a ja poszłam focić Raya. To niesamowite jakie piękne fotki można poczynić na palisadzie :D.
Potem psiaki chwilę ochłodziły się w wodzie i poszłyśmy dalej, udało nam się obejść cały zalew, a mniej więcej w połowie drogi odważyłam się spuścić Kibę z linki. Jestem z niej bardzo dumna, bo ani razu nie pogoniła żadnego roweru, a raz nawet truchtała sobie obok przejeżdżających ludzi, bez żadnej zbędnej ekscytacji. Po jakimś czasie zaczęła bawić się z Rayem wbiegając i wybiegając z wody, co doprowadziło do włączenia się trybu pt.: dziki kuc, więc ją zapięłam na smycz. Jak doszłyśmy do punktu z którego przyszłyśmy zdecydowałyśmy, że pójdziemy do McDonalda oddalonego o 2,5km. Tam Kiba dzielnie czekała z ciocią aż wrócę z zamówieniem. Oczywiście przez cały czas, gdy jadłam kurczaczki bezczelnie wgapiała się we mnie z nadzieją, że coś dostanie. No i w sumie dostała...suchą karmę :D.
 Po posileniu się została nam droga powrotna, z tego co pamiętam jakieś 8km. Poruszałyśmy się w tempie żółwi, ale w końcu dotarłyśmy do galerii S, która była punktem odpoczynku ze względu znajdującej się tam fontanny, jeżeli można tak to nazwać. W każdym bądź razie Kiba bała się wody wypryskującej z ziemi i nie chciała tam podejść za żadne skarby, dlatego długo tam nie zabawiłyśmy :D. Chwilę odpoczęłyśmy na ławeczce pod topazem i ruszyłyśmy na dworzec. Droga powrotna minęła nam na oglądaniu zdjęć i śmiania się z głupich min psiaków, a sama droga do domu (znowu piechotką) na wymyślaniu różnych głupot i śmianiu się z przejęzyczeń spowodowanych zmęczeniem :). Razem przebyłyśmy piechotą około 25km i 56km pociągiem. Całkiem niezły wynik prawda?


6 komentarzy:

  1. A co z Chersi? 4 zdjęcie boskie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyje, schudła i nadal czeka na ratunek od futra :D.

      Usuń
  2. Wyczuwam powtórkę podróży pociągiem niedługo ale chyba tym razem do innego miejsca, bardziej psiolubnego :D Coś wymyślę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W skrócie podróż Wam się udała- nie ma co :D Super, że nabyłaś doświadczenia jeżeli chodzi o pociąg, w końcu trzeba kiedyś spróbować ;) Poza tym nieźle pomaszerowałyście ale w takim towarzystwie to raczej sama przyjemność ;)
    Super zdjęcia, szczególnie to na palisadzie ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna wyprawa , 56 km czyli jakoś godzinka pewnie, więc czas znośny dla psa. Shusha uwielbia za to fontanny wyłaniające się z ziemi, ma frajdę podczas ich "łapania" ;)
    Shusha Schroniskowy Spaniel

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo zacne liczby :D
    Dobrze że wyszło wam słoneczko i mogłyście wykorzystać na maxa całą podróż :)
    http://lusiek.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń