07 maja, 2015

Majówka, majóweczka, matury

Tak się złożyło, że znalazłam się w tej nielicznej grupie osób, których majówka trwa od 1 do 11 maja dzięki trwającym maturom :D. Za chwilę zdam relację z tego jak ją spędzamy, ale najpierw opowiem o naszej wyprawie do Warszawy.
Jak już pewnie część z was wie 25 kwietnia zjawiłam się z Kibą na zawodach Dog Games Spring. Moim głównym zamiarem było sprawdzenie jak młoda będzie się zachowywała w takich warunkach. Po dwugodzinnej podróży samochodem bez klimatyzacji (nie polecam) trafiliśmy tam gdzie trzeba. Kiba na początku była przerażona, ogon po tyłkiem i mina pt.:"ja chcę wracać do domu". Przez chwilę zastanawiałam się czy by sobie tego nie odpuścić, ale jednak zostałam. Z biegiem czasu Kiba coraz bardziej się rozluźniała, ale jednak nadal to nie było to. Przez bardzo krótki moment udało mi się ją nakłonić do zabawy, ale potem przypomniała sobie, gdzie jest. Nawet zwykłe siad było dla niej ogromnym problemem, bo cały czas trzeba było się rozglądać. Pod tym względem była okropna, ale myślę, że jeszcze kilka takich wycieczek i będzie to traktowała jako coś normalnego. No ale, żeby nie było tak pesymistycznie, to powiem że Kiba w stosunku do innych piesków oraz ludzi zachowywała się bezbłędnie. Nie było czegoś takiego jak zazdrość o jedzonko lub o panią, żaden człowiek nie był straszny. Kilka razy się zdarzyło, że po odwróceniu się do Kiby okazywało się, że gnomik przymila się do jakiegoś człowieka (nawet do faceta łał :D) i oddaje się głaskanku. Poznałyśmy też nowych fantastycznych ludzi i ich psiaki. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć też na dg Summer, bo atmosfera na tych zawodach była super :D.
Kiba obok pola flyballowego, już rozluźniona :)
A co do majówki to wykorzystujemy te dni na ile potrafimy. W piątek, chociaż pogoda nie dopisywała, poszłyśmy na pola wypróbować nowy sposób na kleszcze. Mowa o czystku, takie niepozorne ziółko, a działa lepiej niż wszystkie nasze dotychczasowe chemiczne zabezpieczenia. Oczywiście nie obyło się bez gonitwy w wysokich trawach i piłeczkowania :).
W sobotę umówiłam się z Julitą na frisbee. Kiba na początku była fajnie nakręcona na talerzyki, co prawda średnio łapała, ale podejrzewam, że to wina moich rzutów, bo też nie były zbyt ciekawe :D. No ale gdy tak radosny gnomik sobie hasał z frizbiaczem zobaczył pieska i poszła w długą. Myślałam, że mamy ten problem już dawno za sobą, ale niestety okazuje się, że tak nie do końca. Musimy jeszcze popracować nad rozproszeniami zdecydowanie. Na koniec trening przerodził się w robienie zdjęć, bo całkiem przypadkiem miałam przy sobie aparat :D. 
W niedzielę natomiast poszłyśmy z Magdą i Muffinem badać nowe tereny. Natrafiłyśmy na bardzo fajną polankę oraz rzekę z płytkim zejściem. Szaleństw nie było końca, mózg wyparował i w takim stanie mój piesek wbiegał i wybiegał co chwilę z rzeki. Na koniec spaceru, żeby było śmieszniej, Kiba wytarzała się w jakichś odchodach. Calutki pysk i kark był brązowy i mega śmierdzący. Jak tylko sobie to przypomnę to dreszcze po mnie przechodzą :P.
Tu widać ten obłęd w oczach :D
No to teraz poniedziałek :D. Pogoda była okropna, co chwilę padał deszcz, no ale to nie przeszkodziło nam by pojechać z Julitą i Rayem rowerami nad zalew. Sama droga minęła nam bardzo szybko, Kiba bardzo fajnie dotrzymywała mi kroku, a momentami nawet chciała ciągnąć tylko ja jej nie pozwalałam, bo inaczej wjechałabym Rayowi w tyłek :P. Kiba z Rayem się poganiali, trochę porzucałam im zabawkę i tu się zatrzymam. Kiba ani razu nie próbowała odstraszać Raya od swojej zabaweczki, a nawet raz zdarzyło im się złapać wiewióra jednocześnie. Chyba mogę już stwierdzić, że obrona zasobów została całkowicie wyeliminowana, co mnie bardzo cieszy :D. Pod koniec spaceru nastał czas na wspólne foteczki, które byłby przepiękne, gdyby nie zakrwawione uszko Kiby. Co się stało, że leciała jej krew? Trudno powiedzieć, ale podejrzewam, że przy zabawie R zbyt mocno ją złapał, nawet chyba wiem, w którym momencie, bo młoda strasznie zaczęła piszczeć i odgrażała się wtedy Rayowi, ale pobolało i przestało, żadnego śladu nie ma :). A no i zapomniałam wspomnieć, że z samego rana złapałam za golarkę i pozbyłam się połowy Kiby :D.
We wtorek odsypiałyśmy ostatnie dni i dopiero wieczorem troszkę porzucałam młodej frisbee.
No i dotarłam do wczorajszego dnia, czyli środy :D. Z samego rana pojechałyśmy do sadu wiśni na zdjęcia. Niestety nie udało mi się wykorzystać potencjału tego miejsca, bo po dość krótkim czasie wygoniła nas stamtąd ulewa. Potem zajechaliśmy jeszcze do mojego dziadka, gdzie Kiba była dokarmiana mięskiem, bo cały czas się w niego wgapiała :D. No i na sam koniec do wujka, który ma teraz szczeniaka. Młoda podejmowała kilka prób zaprzyjaźnienia się z maluchem, ale on tego sobie nie życzył, co wyraził przeraźliwym piskiem. Odprowadziłam na chwilę ją do samochodu, porobiłam szczylkowi zdjęcia i wróciłyśmy do domu.
Natomiast Czesia majówkę spędza tak jak każdy inny dzień, czyli rano spacerek, wieczorem rowerek i w międzyczasie uczymy się nowych sztuczek. Jak macie jakieś pomysły na fajne sztuczki to przyjmę każdą propozycję, bo u mnie pomysłów brak, a w zamian mogę spróbować opisać na blogu jak jej nauczyć :). 

5 komentarzy:

  1. Drugie zdjecie od dołu jest świetne. Fajnie, aktywnie spędziliście majówkę, gratuluje postępów z Kibą i trzymam kciuki za wiecej luzu i mniej strachu na jakiegokolwiek rodzaju imprezach z psem :) Co do sztuczek to nie wiem czy suczki umieją, ale może przytulanie pluszaka? Ciekawa sztuczka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe ja też mam taką długą majówkę :)
    Napiszesz coś więcej o tej roślince odstraszającej kleszcze?
    Super zdjęcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko znajdę czas to pojawi się o niej post na blogu :).

      Usuń
  3. Świetna majówka, zazdroszczę :)
    Ostatnie zdjęcie cudne <3

    OdpowiedzUsuń
  4. My tez aktywnie spedzilysmy majowke! Swietne zdjecia i z niecierpliwoscia czekamy na post o tej roslince na kleszcze :)
    MY BLOG

    OdpowiedzUsuń