13 października, 2013

Piątkowe spotkanie i rozcięcie.

W piątek jak zwykle poszłyśmy z Kibą na spotkanie na łąki i okazało się, że znowu go nie było :/. No ale nic i tak dobrze się bawiłyśmy, Julita też przyszła z Rayem. Trochę poćwiczyliśmy, pobawiłyśmy się i nagle zauważyłyśmy, że podchodzi do nas 10-letnia dziewczynka ze swoim dalmatyńczykiem. Spytała się czy nasze psiaki nie gryzą, a że nie no to wszystkie się obwąchały. Po paru minutach dziewczynka odważyła się spuścić Adel i wszystkie trzy psiaki razem sobie pomykały, piękny widok :D.





Potem próbowałyśmy z Julitą zachęcić Kibę i Raya do wspólnego przeciągania się szarpakiem i jeden raz przez krótki moment razem bawiły się jedną zabawką, może następnym razem uda mi się to nagrać :3.




W pewnej chwili zobaczyłam na moim bucie zakrwawiony odcisk łapki, od razu sprawdziłam Kibie wszystkie łapska i okazało się, że skaleczyła sobie przednią lewą. Spakowałam zabawki do plecaka i pożegnałyśmy się. Chciałam zajść z nią do klinki, ale przywitała nas karteczka, że w piątek i sobotę klinika będzie zamknięta, to się nazywa fart :/. Sprawdziłam czy jeszcze jej krew leci, ale na szczęście już przestała. Poszłyśmy do domu, ja zaczęłam szukać jakichś informacji i wtedy okazało się, że mój tata wypuścił Chersi i Kibę na drogę,  żeby sobie pobiegały. Wybiegłam szybko z domu i je zawołałam, na szczęście od razu wbiegły na podwórko :). Sprawdziłam buńce łapę i co? I od nowa krew zaczęła lecieć. Mój tata polał jej to spirytusem (?), a ja zawinęłam bandażem i wsadziłam jej na łapę skarpetkę. Oczywiście to wytrzymało tylko noc, a nad ranem zobaczyłam je pogryzione. Na szczęście Kiba nie kuleje i od piątku krew już jej nie leci, ale na razie powstrzymujemy się od dłuższych spacerów i dzisiaj nie pobiegniemy. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego, tym bardziej, że miałyśmy biec po żwirze, więc mogłoby to jej się rozwalić od nowa. Myślałam, że w długi weekend będziemy mogły się wyrwać na parogodzinny spacer, a tu wszystkie plany na nic. No nic, czekamy aż się łapka zagoi i może uda mi się umówić na jakiś psi spacer ;).

Pozdrawiam :)

8 komentarzy:

  1. Fajne macie tereny do spacerowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. sezon rozwalonych psich łap niestety trwa..my mamy to już za sobą..trzeba uważać niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Fuks w zeszłą zimę sobie rozciął opuszkę, ale na szczęście to nie było nic poważnego, chociaż nieźle sobie ją przeciął... Od razu po przyjściu ze spaceru mu umyłam tę łapkę i polałam ranę wodą utlenioną, kilka dni się oszczędzał i się ta opuszka zrosła (?), więc obyło się bez weterynarza. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wielokrotnie widuję w parku, na polach i łąkach roztrzaskane szklane butelki. Trzeba uważać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. biszkopt skaleczył się podczas gdy pewien pan sklepywał karmnik,było tam pełno narzędzi i tak jakoś wyszło że wracając przyuważyłam iż z Baddy'ego łapy wylewa się krew,niestety.na spacery chodziliśmy jednak starłam się wybierać odpowiednie trasy + Baddy miał łapę w bandażu.

    pozdrawiamy
    Ola i Baddy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzymy Kibie zdrowia! Pozdrawiamy, wymiziaj ode mnie Kibę i Chersi :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Psie spacery są boskie, odzwierciedlają je miny psiaków!
    Oby łapka się szybko zagiła i na następny wystrzałowy spacer ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. 3 roszalałych psiaków - nie ma nic piękniejszego :D

    OdpowiedzUsuń