20 września, 2013

Psie ciasteczka, grzybobranie...

Psie ciastka
Dzisiaj postanowiłam wreszcie upiec psiakom ciastka. Skorzystałam z przepisu z bloga Fast&Crazy na serowe kosteczki. Co prawda ja nie upiekłam kosteczek tylko bliżej nieokreślone kształty, po prostu jak mi się ukroiło :D. Jak zdążyły trochę przestygnąć to najpierw ja sprawdziłam czy są jadalne (i mi zasmakowały, wiem dziwne...), a potem wyniosłam na dwór psiakom. Oba testy przeszły rewelacyjnie, psiaki domagały się ciągle o więcej :D.



Troszkę się niektóre przypaliły, ale to dodaje im wyrazistego smaku XD.

Grzybobranie
Grzybobranie, czy może kleszczobranie?
Dzisiaj wybrałam się z moją mamą i psiakami do lasku/pod brzózki. Chersi też zabrałam, bo to blisko i nawet jej ciągnięcie na krótką metę nie jest uciążliwe. Po pierwsze nie znalazłyśmy ani jednego grzyba, chyba że liczą się muchomory, bo ich było całe zatrzęsienie. W jednym miejscu naliczyłam ich jakieś 15. Po drugie: po jakimś czasie zgubiłam psiaki z oczu i nawet nawoływanie nic nie dało. Naprawdę się przeraziłam, ale pomyślałam, że pewnie poleciały do domu i czekają pod furtką jak to zwykle robiły, no ale niestety tak się nie stało. Chciałam im porobić mnóstwo zdjęć, żeby je tutaj wrzucić, ale wyszło inaczej i mam tylko jedno zdjęcie. Jak je zgubiłyśmy z oczu to wróciłyśmy do domu, ich tam niestety nie było. No to ja na nic nie czekając wzięłam rower i zaczęłam jeździć po osiedlu, nic...Potem poszłam z powrotem na pola i nadal nic. Zmęczyłam się nawoływaniem jak nie wiem, ległam przed telewizorem i postanowiłam, że poczekam na nie, jak nie przyjdą to zacznę się martwić. Parę minut przed 18 wyjrzałam trzeci raz przez balkon i co widzę? Po drugiej stronie ulicy stoi Kiba i Chersi i się rozglądają, od razu zawołałam je z balkonu i pędem pobiegłam na podwórko, żeby zamknąć furtkę. Nawet nie wiecie jaką ulgę wtedy poczułam :D. Potem sprawdzałam czy nie złapały kleszczy, bo niby są zabezpieczone preparatem, ale nigdy nic nie wiadomo. No i znalazłam mnóstwo niewbitych, te co udało mi się znaleźć strząchnęłam i zabiłam, ale kto wie ile było tego dziadostwa. Jeżeli jutro nie będą miały apetytu to od razu lecę z nimi do weta. Jestem przeczulona na tym punkcie tym bardziej, że ostatnio mnóstwo znajomych mi psów zachorowało na babeszjozę. 


A teraz zdjęcia muchomorków i krajobrazu :)




Może jutro dodam filmik z buniowych sztuczek, a w niedzielę najprawdopodobniej znowu jedziemy do babci :D.
Pozdrawiam :)

5 komentarzy:

  1. ja również wybrałam się z piesem do lasu na grzybki i z moją babcią,mamy jednego grzyba - yeach.! hahahahaha. :D ojej ale musiały Ci te psy strachu napędzić,a widok jak stoją i się rozglądają na pewno komiczny.!

    pozdrawiamy gorąco
    Ola i Baddy. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę kiedyś też upiec te ciasteczka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że wróciły... :)
    Fuksiakowi też bardzo smakowały te ciasteczka xD

    OdpowiedzUsuń
  4. a to łobuziaki..ja bym umarła z przerażenia. Polecamy linkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No musimy się zaopatrzyć :). Jak chodzę z nimi oddzielnie na pola to trzymają się nogi i nie odchodzą dalej niż na 10 kroków, ale jak mamusia z córunią biegają to już pańci nie potrzebują :P

      Usuń