15 września, 2017

Autumn is coming

Wakacje odeszły na dobre, a wraz z nimi lato, słoneczko i ciepełko. Ostatnio naszym ulubionym zajęciem jest wygrzewanie się pod kołderką i kocykami w otoczeniu pięknych zapachów wosków Yankee Candle. Coraz częściej muszę wyganiać Kibę na dwór siłą, bo deszcz jest taaaki mokry, lepiej poczekać aż przestanie padać. To oznacza tylko jedno- jesień brrr. Kiedyś pisałam, że lubię deszcz, ale jak wiadomo kobieta zmienną jest, do tego wszystkiego dochodzi typowe Polskie narzekanie i tak wygląda przepis na Olę :). Chociaż ostatni weekend zaskoczył mnie pozytywnie pod tym względem, w niedzielę robiłyśmy pokaz sztuczek w Siedlcach, więc można by pomyśleć pogoda idealna. Może by tak było, ale dla psiaków takie nagłe skoki temperatur fajne nie są. Mimo to Kiba dała radę. Z początku przestraszyła się psującego się mikrofonu, myślałam że będzie klops z występu lecz po 30 sekundach walki mózg w 80% powrócił i ostatecznie udało się zrobić to co zaplanowałam choć w zmienionej formie. Jestem dumna z gnomika, że był taki dzielny. Jedyną trudność sprawiało jej przechodzenie w namiocie obok owczarków niemieckich, a ciężko było wyminąć taką ilość, ale i tak wielkie love rudy piesku .


W taką pogodę panuje idealny nastrój do wspominania minionych wakacji. Jakiś czas temu poczyniłam filmik, na który was teraz serdecznie zapraszam. Oprócz tego wstawiam filmik z naszych podrygów agilitkowych na obozie, który odbył się pod koniec czerwca i był wspaniałym przeżyciem lecz jakoś nie mam weny aby o nim opowiadać, za to mogę rozrysować wam torki o :D.

                        
                        

Przedwczoraj Kiba odniosła swoją pierwszą prawdziwą ranę w odwiecznej psio-kociej wojnie. Rano jak co dzień wypuściłam ją na siku, a tam zasadził się na nią zamaskowany koci ninja. Gnomik jak zwykle chciał się tylko przywitać z nowym ziomkiem, ale wróg zadał cios między oczy i zwiał w akompaniamencie szczeków na drzewo. Rezultatem zamiast na sesję foto poleciałam do weterynarza i tam zszywaliśmy biedną weterankę wojenną. Miała naprawdę szeroką ranę i brzegi ciężko było ściągnąć, dodatkowo nie pomagała w tym ultra gruba skóra która powodowała, że igła prostowała się, ale dzielny terriero wytrzymał to wszystko bez znieczulenia (bo nie opłacało się dodatkowo pieska kłuć) i teraz dzielnie dzierży dwa szwy. Oczywiście całe zajście nie zrobiło żadnego wrażenia na rudzielcu, przez cały ten czas chciała tylko jeść i jeść i znowu jeść, geny żebradora coraz mocniej się u niej ujawniają :D.


A z plusów jesieni właśnie otrzymałyśmy przepiękną obróżkę od Modnej Kozy widoczną na zdjęciach w tym poście i zamierzam ją z premedytacją wykorzystywać do jesiennych zdjęć :).