05 marca, 2019

Lśnij jak gwiazda w Hey Dog Co.

Czasem mam ochotę przedstawić wam na blogu coś w czym absolutnie się zakochałam, tak było z akcesoriami Modnej Kozy, szelkami Hauever i dziś do tego wspaniałego grona dołączą komplety od Hey Dog Co. Jeśli nie znacie jeszcze tej firmy serdecznie zapraszam do lektury, a jeśli znacie pewnie właśnie oczekujecie na kolejną paczkę dla swojego czworonoga :).


Po raz pierwszy zetknęłam się z firmą podczas przeglądania instagrama w 2017 roku. Zanurzona w czeluściach pięknych zdjęć nagle zauważyłam puchatego border collie w eleganckiej skórzanej obroży i to nie byle jakiej bo w kolorze miętowym. Nie zastanawiając się zbyt wiele... poleciałam dalej, byłam przekonana że to zagraniczna firma hen hen poza moim zasięgiem jak większość moich znalezisk. 
Mijały dni, tygodnie, może miesiące i tak pewnego razu natrafiłam na bloga Vuko i okazało się że to ten sam border, którego zobaczyłam wtedy, co więcej na blogu wisiała świeżutka recenzja kompletu Hey Dog Co. Zagadka została rozwiązana, zaczęłam węszyć tropy niczym Kiba o poranku i w końcu po tak długim czasie weszłam na ich stronę internetową a tam wszędzie eleganza extrawaganza najwyższego stopnia. Jakiś czas później trafił do nas jeden komplet, później kolejna obroża i kolejna. Uzależnienie? Zdecydowanie.


O firmie

Na stronie firmy możemy przeczytać że Hey Dog to wynik połączenia pasji do designu, rzemiosła oraz psiaków. To niewielka firma, w której ręcznie tworzone są wysokiej jakości produkty- obroże, smycze i bandany w małych ilościach i limitowanych seriach. Do wykonania każdego produktu wykorzystywane są jedynie naturalne materiały, sztucznym tworzywom, plastikom i klejom Hey Dog mówi nie! Żeby tego było mało materiały w dużej mierze pochodzą z recyklingu, używają skór z końcówek kolekcji a nawet przerabiają ubrania poddając je upcyklingowi (bandany). Jednak najbardziej ujęło mnie to zdanie: "Pragniemy, aby były czymś więcej- by stały się dowodem przyjaźni między człowiekiem, a zwierzęciem." 


Etap zamówienia i kontakt z firmą

Gdy w końcu nadszedł ten czas kiedy zdecydowałam się złożyć zamówienie zaczęłam od dobrania odpowiedniego rozmiaru na Bunię i zaczęły się schody. Kiba jak na swoje gabaryty ma mały obwód szyi, dodam żyrafiej szyi. Z rozmiarówki wychodzi jej S-ka dedykowana psiakom małych ras przez co w sklepie z szerokości miałam do wyboru 1,6 cm oraz 2 cm a potrzebowałam szerokości minimum 3 cm. Odpaliłam facebooka i wysłałam zapytanie o możliwość zrobienia szerszej obroży w tym rozmiarze, odpowiedź przyszła jeszcze tego samego dnia, szersza obroża- no problem :D. Oceniając kontakt z firmą jest znakomity i nie kończy się tylko na dwóch zdaniach, chciałabym aby taki był wszędzie.


Użytkowanie

Zacznę od mojej największej miłości znaczy się smyczy. Pierwsze co się rzuca w oczy to to, że nie jest ona w pełni wykonana ze skóry, ba! większość jej składowej to bawełniana taśma, natomiast rączka i krótki element przy karabińczyku jest już skórzany. Rączka jest fantastyczna w dotyku, bardzo miękka i świetnie układająca się w dłoni, początkowo myślałam że pod tym względem gorzej będzie ze środkiem smyczy- bawełną ale ona okazała się równie przyjemna. Przede wszystkim nie pali dłoni a dla mnie jest to szczególnie ważne bo często łapię smycze w połowie długości podczas wymijania z Kibą trudnych elementów otoczenia. Karabińczyk w smyczy jest, według mnie, najlepszy z możliwych typu 'rybka' odlany z brązu co dodaje mu elegancji ale także zapewniający komfort psychiczny- chodzi dość ciężko dzięki czemu nie boję się o samoistne odpięcie i równocześnie nie przeszkadza to w użytkowaniu :). Dostaję wiele pytań odnośnie czyszczenia tej smyczy. Ze względu na skórę oczywiście produkt nie nadaje się do prania w pralce, więc pozostaje nam tylko pranie ręczne, woda+ szare mydło i taśma odzyskuje swój dawny blask lecz należy przy tym omijać skórzane elementy na ile to możliwe i ewentualnie przetrzeć je oliwką lub innym natłuszczaczem.


Obroże mamy trzy: King Crimson w odcieniu bordowym, przygaszoną zieleń Olive Garden i żarówiasty turkus Bora Bora. Każda inna ale wszystkie łączy elegancja i wysoka jakość wykonania. Jedynie mogę przyczepić się do jednej rzeczy i to zrobię a mianowicie do klamry w Kiby oliwkowej obroży. Hey Dog używa dwóch rodzajów klamer- pełnych i połówek, w oliwkowej z chwilowego braku pełnych dostałam tą drugą no i fanką ich nie zostanę, podczas zabawy czy silniejszego pociągnięcia pasek wydostaje się z trzymającej go części przez co niechlujnie wisi, co prawda psa nie uwalnia ale jednak jest to pewien defekt a przynajmniej dla mnie, w pełnych klamrach nic takiego się nie dzieje dlatego już nauczona doświadczeniem wybieram tylko je :).
W tym momencie opowiem wam historyjkę. Pewnego pięknego słonecznego dnia w zeszłym roku na spacerze z pudlami Kiba zrobiła mnie w bambuko. Cała w skowronkach wbiegła do rowu z czarnym kleistym i okrutnie cuchnącym błotem, które ciężko było odmyć z futra, zamoczyła się po sam czubek a pech chciał, że miała na sobie obrożę King Crimson. Po wyjściu oczywiście umierałam ze śmiechu tym bardziej, że dołączyły do niej też pudle a mycie pudla to dopiero impreza :D a później przypomniałam sobie o obroży. Byłam pewna, że nada się jedynie do wyrzucenia do kosza, cała czarna i cuchnąca szambem (w tym roku odkryłam że jakiś pseudo rolnik wylewa do tego rowu szambo więc zagadka sama się rozwiązała). Potem chcąc oczyścić trochę psa pozwoliłam Kibie na kąpiel w jeziorze, tak również w obroży :D. Po powrocie do domu pierwsze co zrobiłam to zmoczyłam lekko płatek kosmetyczny i zebrałam nim nadmiar błota, kolejnym krokiem było czyszczenie za pomocą dziecięcej oliwki dla dzieci. Cały bród zszedł wraz ze smrodkiem a skóra jedynie delikatnie ściemniała i dalej nic się z nią nie dzieje. Nic się nie rwie, nie rdzewieje, sytuacja uratowana :).

Kiba po sławetnej błotnej kąpieli, było źle

Gdzie kupić?


Akcesoria Hey Doga możecie kupić na ich stronie internetowej http://heydog.co. Ceny zmieniają się w zależności od rozmiaru, wzoru czy wyboru wersji charciej. Jednakże tak czy siak trzeba się przygotować na  ceny wyższe niż standardowe lecz zanim zaczniecie narzekać czeeeemuuu tak drooogoo zwróćcie uwagę że to skóra czyli jakby nie patrzeć towar luksusowy, który posłuży nam przez wiele lat. Dodatkowo w takie dni jak Black Friday można je upolować z dużym rabatem, Hey Dog Co. wie jak zachęcić klienta :D. Więcej zdjęć tych cudeniek znajdziecie na facebooku i instagramie ale uprzedzam to grozi opróżnieniem portfela.

Fb: https://www.facebook.com/heydogco/
Instagram: https://www.instagram.com/heydogco/



10 lutego, 2019

Komuś tu wybiło 6 miesięcy!

A tym ktosiem jest Slaszko! ♥


Dawno mnie tu nie było, ale potrzebowałam trochę odetchnąć od blogosfery, przemyśleć parę spraw. Rozmyślałam też nad skończeniem z pisaniem ale chyba tak nie umiem. Przyzwyczaiłam się, że mam takie swoje własne miejsce gdzie mogę się wygadać i ciężko mi z tego zrezygnować.

Wracając do naszej pięknej rocznicy. Właśnie dziś mija 6 miesięcy odkąd na świat przyszedł miot dziesięciu małych kluseczek wśród których krył się ten jeden mój, najwspanialszy. Pamiętam jak odwiedziłam je gdy miały 2 tygodnie, Slash niczym nie wyróżniał się na tle reszty czarno-białych krówek, wszystkie były do schrupania a najsmaczniejsza była pręgowana suka #teamkolor :D. Później wszystko zaczęło się klarować, spędzałam całe dnie oglądając transmisje wesołej gromadki poznającej świat, ich pierwsze kroki, pierwsze zabawy...w końcu gdy miały 6 tygodni co wypadało na zawodach Dog Games Fall dowiedziałam się, że to właśnie Slaszko zasili nasze szeregi a już tydzień później przepadliśmy w sobie nawzajem ♥.


Jaki on jest? Slash jest najweselszym i najmniej problemowym zwierzątkiem jakie kiedykolwiek poznałam, zachowuje się jak typowy hipis i nie, wcale nie przesadzam. Jego głównym celem w życiu jest kochać i być kochanym, nie wdaje się w bójki ani ich nie rozpoczyna, gdy piesek chce go zjeść nie gniewa się na niego nawet 5 sekund i wraz chce się z nim zaprzyjaźnić zaplatając kolorowe bransoletki :D. Uwielbia się przytulać i nie chodzi mi tylko o położeniu łepka na brzuch a o aktywne przytulanie przez ocieranie, trochę jak kot. Na widok ulubionych cioci i wujków zaczyna śpiewać i wić się jak dziki wąż. Poza tym jest odważny, niestrudzony, idący w zaparte, zdecydowanie ma swoje własne zdanie i jak coś sobie w główce umyśli tak będzie do tego dążył aż mu się uda (co nie jest łatwe przy równie upartym człowieku jak ja).
Na co dzień jest bardzo grzeczny, w zasadzie praktycznie nie odczułam że mam szczeniaka. Szybko załapał zachowanie czystości (ostatnie siuśki wycierałam ze 3 miesiące temu), śpi ze mną do 10 nie upominając się o wyjście, zostaje na 8 godzin sam w mieszkaniu bez siania zniszczenia i pożogi, chyba że we śnie bo cały ten czas spędza na podusi na łóżku.


Jak dotąd rośnie zdrowo, mleczne zęby wymienił jakiś czas temu, w sumie wesoły to był czas kiedy podczas szarpania cały szarpaczek był we krwi, moja dłoń była we krwi i szczeniak częściowo też :D. Niestety w styczniu przypałętało się do nas zapalenie gardła, które ciężko zniósł a co gorsza zaraził jeszcze Kibę ale wszyscy już zdrowi i można działać dalej.


Od miesiąca zasilamy młode szeregi drużyny flyballowej Warsaw Bullets. Slash już na pierwszym treningu pokazał że ma to w genach i w zasadzie na treningach uczę się ja a on po prostu dobrze się  przy tym bawi i troszkę śpiewa, bo śpiewać lubi oj lubi. Poza tym spędza życie na bieganiu na spacerkach, spaniu i jedzeniu :).

Ciężko mi wyrazić słowami jak bardzo się cieszę, że mam właśnie jego. Chodzący ideał, tak bardzo dopasowany do mojego życia i potrzeb że bardziej się już nie da bo musiałby być mną a do tego niesamowicie przystojny. Już nie mogę doczekać się wiosny i naszych pierwszym wspólnych wypraw ♥.