13 września, 2018

Latające Psy w Wilanowie

Wrzesień rozpoczęłyśmy w najlepszy możliwy sposób bo na zawodach dogfrisbee Latające Psy! W tym roku rozgrywały się one w nowym miejscu. Pole Mokotowskie zostało zamienione na plażę Wilanów przez co zrezygnowałam z freestylu i ogólnie rzecz biorąc miałam masę wątpliwości. Jak się okazało na miejscu niestety słusznie. Pole startowe było położone w bliskim sąsiedztwie dwóch ruchliwych ulic, dodatkowo parę kroków dalej znajdował się plac zabaw dla dzieci oraz wybieg dla psów, który swoją drogą był chyba najlepiej przemyślanym wybiegiem jakim dotąd widziałam. Gdybym miała tam debiutować to bym się chyba nie zdecydowała ale na szczęście Kibie na zawodach nie przeszkadza już nic, wie po co tam jesteśmy i stara się dać z siebie 200% :D. 


Tym razem te zawody były dla nas inne, a to dlatego że od piątkowego wieczoru gościłyśmy u siebie Justynę z Kiri co było nie małym wyzwaniem dla mojego puchatego pieska. Musicie wiedzieć, że Kiba jest pieskiem zaborczym i lubi bronić swoich rzeczy (w tym mieszkania) na co jej co prawda nie pozwalam i jest milion razy lepiej niż było kiedyś ale jednak nie jestem w stanie tego całkowicie wyplewić bo takich okazji na przenocowanie kogoś jest bardzo mało i jak dotąd najzwyczajniej w świecie ich unikałam dla świętego spokoju. Właśnie unikanie takich sytuacji to był duży błąd bo tragedii wielkiej nie było, znaczy szczekanie przy wejściu być musiało, od czasu do czasu jakieś burknięcie ale to tyle. W klateczce ładnie się dziewczyna wyciszała, z Kiri raczej się mijały a na dworze nadal się lubiły jak zawsze :).


Wracając do naszych startów to były to najlepsze zawody w naszej karierze, mimo tego, że nie spodziewałam się żadnych ekscesów bo przez praktyki w zoo odpuściłam trochę treningi, a wolny czas poświęcałam na dłuższe spacery. W sobotę brałyśmy udział w Throw&Go Level 1 i wymiotłyśmy nasz nowy rekordzik liczący 43 punkty. Parę dni przed zawodami stwierdziłam, że spróbuję rzucać na drugą strefę i to było dobre posunięcie, na koniec oczywiście pięknie trafiłam do sweet spota i takie rzeczy! Ta runda mogłaby wyglądać jeszcze lepiej, powinnam rzucać na sam początek strefy a nie środek/ koniec żeby zaoszczędzić czas no i Kibulka nie złapała jednego dysku za 6 punktów. Mimo to było pięknie :D. Zajęłyśmy 12 miejsce w bardzo silnej stawce. Wiecie co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tego startu? Tuptająca z dekielkiem Kiba po ostatnim złapanym rzucie ze szczęśliwą mordką i śmigającym ogonkiem ♥.

                            


W niedzielę obudziłyśmy się o nieludzkiej godzinie tylko po to żeby chwilę po 8 pobiegać przez minutę na Frizgility. W takich momentach człowiek zastanawia się po co mu to, ale po wejściu na pole wiesz że było warto. Mało brakowało a byśmy spóźniły się na start gdyż jedyny autobus jeżdżący z Centrum na Wilanów czmychnął nam przed nosem a na kolejny trzeba było poczekać 20 minut jednak dotarłyśmy. Co do samej rundy to mocno odczułam poranną pobudkę, po drugim wyrzuceniu dysku zaczęłam rozkminiać którym kolorem wykonałam pierwszy rzut i doszłam do wniosku, że pomarańczowym a oczywiście tak nie było... Na moje szczęście sędzia chyba też był zaspany i zaliczył nam każdy złapany dysk co na moje oko nie powinno mieć miejsca ale oczywiście dotarło to do mnie dopiero po weekendzie, następnym razem zabiorę ze sobą tylko jednego frizbiacza obiecuję :P. Co do Buni to była moim geniuszkiem, nie złapała tylko jednego dysku, pokonywała przeszkody tak jak ja jej pokazałam ruchem ciała, a jak się spóźniłam no to cóż moja wina. Uzbierałyśmy 85 punktów plasując się w środku stawki- miejsce 44/71.

                            

Już za niecałe dwa tygodnie ostatnie zawody w tym sezonie, z jednej strony strasznie mnie to dobija ale z drugiej oznacza rozpoczęcie rewolucji w naszym życiu :).


Za śliczne zdjęcia dziękuję Natalii Śliwińskiej, koniecznie zajrzyjcie na jej fp bo dziewczyna robi takie foty że och i ach https://www.facebook.com/photosliwinska/.

02 sierpnia, 2018

Kolorowy świat zabawek- kolekcja cz.1

Cześć z tej strony Ola, człowiek chory na zbieractwo psich akcesoriów... Wróć! Skoro umiem się do tego przyznać to chyba nie jest tak źle?
5 lat temu wraz z decyzją o pozostawieniu sobie szalonej panienki Kiby odkryłam pewien internetowy sklep, który był cały wypełniony olśniewającymi zabawkami w pięknych kolorach i przeróżnych kształtach. Szczeniak musiał mieć się czym bawić, więc czym prędzej wysłałam zamówienie i tym sposobem za parę dni przyszło do nas ogromne pudło wielkości tego mojego paromiesięcznego papisia, a to był zaledwie początek. Sami wiecie jak szybko rozwija się ten rynek, co rusz powstaje nowa firma oferująca kolejne jeszcze bardziej urocze szarpaczki no jak temu ulec, jak? Nie potrafię, tym bardziej widząc jaką frajdę sprawiam mojemu psu kiedy przychodzą kolejne rzeczy :).
Masę czasu nosiłam się z tym postem, problemem było uchwycenie wszystkich zabawek na jednym estetycznym zdjęciu, ale dziś udało się trololo i tym sposobem macie niepowtarzalną okazję zajrzeć do Kiby szafy, a właściwie komody z wieloma szufladami i kosza, o tak!