28 lipca, 2017

Weekend w Tatrach

Ubiegły weekend upłynął nam na spontanicznym wypadzie w Tatry, a dokładniej do Kościeliska. W górach byłam tylko raz kiedy jeszcze nawet Chersi nie było na świecie, a pies był jedynie odległym marzeniem, dlatego nawet ograniczona ilość miejsc do spacerowania z psem nie była w stanie mnie odciągnąć od wyjazdu. Do Kościeliska mamy 500km co przełożyło się na 8 godzin jazdy, ale dla tych widoków warto było zrywać się o 2 w nocy i kisić w samochodzie :P. Zatrzymaliśmy się w kwaterze prywatnej na ulicy Nędzy Kubińca 191, gdzie obecność ani wielkości Kiby nie sprawiała problemów. Jedynym warunkiem było pilnowanie jej coby nie dobrała się do kociaka właścicielki, ale to chyba oczywiste ;).
Widoczek z okna
Przed wyjazdem długo wertowałam internet w poszukiwaniu informacji co do poruszania się z psem po górach i niestety z przykrością odkryłam, że na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązuje kategoryczny zakaz wchodzenia z psem :(. Ale to nie jest powód rezygnowania z zabrania pupilka ze sobą :). Oprócz terenu parku jest kilka całkiem urokliwych miejsc które do niego nie należą i warto je odwiedzić. Tak więc śmiało możecie zabrać psiaka na Gubałówkę, zwiedzić z nim Dolinę Chochołowską, Dolinę Lejową, przejść się urokliwą ścieżką pomiędzy Doliną Kościeliska, a Doliną Małej Łąki oraz Bachledzkim Wierchem. Tyle udało mi się wygooglować :D.
Z braku czasu z Kibą zwiedziłam jedynie Dolinę Lejową, która kończy się "szczytem" Niżnia Kominarska Polana znajdującym się na wysokości 1093m. Przy wejściu na dolinę znajduje się informacja o TPN i rzekomym zakazie wchodzenia z psem, ale w rzeczywistości ten teren należy do Wspólnoty Leśnej 8 wsi i zakaz ten nie obowiązuje. 
Zaraz po wejściu na ścieżkę prowadzącą do doliny ukazał nam się piękny widok pasących się owieczek i uwaga! owczarka podhalańskiego przy robocie. Kompletnie nie spodziewałam się, że jeszcze można ujrzeć takie obrazki na żywo i to odkrycie bardzo mile mnie zaskoczyło. Chwilę później przywitał nas zarośnięty terierek, który najwyraźniej zauroczył się Kibulką, a kawałek dalej obszczekały nas dwa kundelki pasterzy, dlatego warto mieć oczy dookoła głowy.
Poszukiwania pstrąga górskiego na obiad
O dojściu do naszego docelowego miejsca informuje nas budka gdzie sprzedawane są bilety, potem mija się wapienną ściankę wspinaczkową i dalej przez 4,5km ciągnie się dość prosta kamienista ścieżka wzdłuż której płynie górski potok, który super się sprawdził w chłodzeniu gnomika. Widoki są naprawdę cudowne i gdyby nie przypiekające słońce mogłabym przesiedzieć tam cały dzień. Ogromną zaletą tej trasy jest stosunkowo niewielka ilość turystów. Odniosłam wrażenie, że dolinę odwiedzają w 70% psiarze i zagubieni turyści, a świadomych osób jest naprawdę niewiele. Zastanawiam się czy to może być kwestia nieciekawego dojazdu, bo naprawdę jest tam pięknie, a może tylko ja kocham takie klimaty? Któż to wie :D.

                            
Z dodatkowych informacji dwa razy stołowałyśmy się w regionalnych restauracjach. W sobotę odwiedziłyśmy Karczmę Sywor, gdzie rzekomo była P.Magda Gessler (czujecie to? :D). Restauracja posiada niewielki ogródek nad stawem pełnym pstrągów i tam wraz z psiakiem można pałaszować pyszności. Natomiast w niedzielę już w Zakopanym udałyśmy się do Szałasu pod Reglami, gdzie zaproszono nas do środka. W obu przypadkach kelnerzy byli bardzo mili, a klienci zachwycali się Kiboszką i mieli ochotę na głaskanie lecz niestety musieli obejść się smakiem taka zła ja.
Oczekiwanie na pstrąga w Karczmie Sywor
Bardzo się cieszę, że po tylu latach w końcu wróciłam w Tatry i tym razem z prawdziwym moim najmojszym psem, a nie pluszowym yorkiem kupionym na Krupówkach :D. Z chęcią znowu wybiorę się tam na weekend, ale na dłuższy wyjazd jednak wybiorę bardziej psiolubne góry, bo troszkę boli mnie to, że nie można wejść gdzieś wyżej :).