25 kwietnia, 2017

Dog Games Spring- debiut

Nareszcie nadszedł ten dzień- dzień, w którym zadebiutowałyśmy na zawodach frisbee. Wybór padł na dwie konkurencje: Frizgility ze względu na miłość Kiby do agilitek oraz Spaced Out ze względu na chęć wypróbowania nowej fajnie zapowiadającej się konkurencji. 
Podróżowałyśmy w stałym składzie z Julitą i Rayem oraz moimi rodzicami. Droga do Kaput była ciężka z powodu zablokowanych ulic przez maraton w Warszawie. Był mały stresik, że nie zdążymy na czas, jednakże po wielu próbach przejechania pewnego odcinka trasy udało się dojechać na miejsce. Tam czekała nas walka z namiotem i wiatrem. Gdyby na Dog Gamesach organizowano konkurs na najgorzej rozstawiony namiot z pewnością zajęłybyśmy pierwsze miejsce, ale niestety nikt na to jeszcze nie wpadł :D. Po długiej szamotaninie wsadziłyśmy pieski do klatki, a same udałyśmy się na zapisy. Przy okazji odebrałam nowe frizbiaczki, piękne fioletowe i różowe xtraki, które pomogły wprowadzić nasz team w atmosferę tęczowych jednorożców. Gdy już wszystko było załatwione wyjęłam aparat, okręciłam się w koc i oddałam się uwiecznianiu latających psów. 
Zanim się obejrzałam zaczęło się Frizigility, na szczęście startowałyśmy jako 33, więc miałam sporo czasu na rozgrzanie Kiby. Kiedy wyjęłam ją z klatki lekko się podłamałam. Kiba zachowywała się jakby dopiero co wyszła z buszu, wszystko ją interesowało, tu piesek, tam papierek sunie, tutaj pięknie pachnie, a nie chodźmy jednak taaaaaaaaaaaaaam... Wtedy wdrożyłam też plan pt. przestawienie gnomika na smaczki, co też się szybko udało dzięki suszonemu mięsku firmy Mr.Doo, które od kilku dni testujemy. Za każde zrezygnowanie z pieska czy zwykłą prostą sztuczkę pakowałam w nią mnóstwo jedzonka, tak samo za podążanie za mną z puszczoną smyczą. Po pewnym czasie Kiba się uspokoiła, ale pozostało jeszcze jedno ale. Przed nami startowała ukochana ciocia z mężem Rayem, wiedziałam że nasz debiut skończy się witaniem z nią, ale nie spodziewałam się, że pomimo tego będzie tak fajnie :). 
Na znak ready steady go ruszyłyśmy: tunel, hopka iii przeskoczony tunel połączony z dezercją, bo przecież ciocię słychać :D. Ledwo do niej dobiegła i przypomniała sobie o swojej pańci, piękny szybki powrót i kolejne przeszkody pokonane :). Następnym razem zobaczyła ptaszka, dzięki któremu powstała piękna rundka honorowa za namiotami, lecz tu znowu niespodzianka i szybki powrót. Próby złapania dysków się nie powiodły ze względu na ten okrutny wiatr. Ostatecznie zdobyłyśmy 35 punktów, z których jestem okrutnie dumna, a uplasowałyśmy się na 32 miejscu. Całkiem nieźle jak na debiut z upartym puchatym pieskiem, który jeszcze jakiś czas temu miał mnie kompletnie w tyłeczku. Z pola zeszłam szczęśliwa, spełniona i umierająca ze śmiechu :D. 
Kolejną konkurencją w jakiej brałyśmy udział był Spaced Out. Zgłosiłam się jako pierwsza do startu, dzięki czemu nasz team został pierwszym, który próbował swoich sił w tej konkurencji w Polsce :D. Najpierw rzut sześcienną kostką, wylosowałam pole z uwaga znowu numerem 1! Według mnie najgorsze z możliwych, bo wszędzie daleko i znowu szalał ten przeklęty wiatr. Kiby podejście do tej rundy było już całkowicie inne, pełne skupienie na mnie i na złapaniu dysków. Zachowywała się tak samo jak na zwykłych treningach przez co moje serduszko rosło :). Nasz wynik to 10 punktów- dwa złapane rzuty, kilka prawie co oznacza złapane, ale po lądowaniu upuszczone oraz te które były kompletnie nie do złapania. Żałuję, że na koniec nie pobiegłam na Sweetspota, bo miałybyśmy kolejne punkty do kolekcji, ale w to miejsce poszarpałam się z Kibulką radośnie kończąc naszą rundę. Najważniejsza jest przecież dobra zabawa, a bawiłyśmy się wyśmienicie. Był to cudowny dzień spędzony w towarzystwie wspaniałych ludzi i tego nawet pogoda nie potrafiła zepsuć :).

Naszą rundę Friziglity możecie obejrzeć na facebooku (TV LP-Telewizja Latające Psy), natomiast ze Spaced Out zamieszczam filmik. Nie jest idealny, bo nie widać na nim jak Kiba stara się wyłapywać dyski, ale są powroty, szarpanko i ogromna radość :).

                        

Dziękuję Dr Lucy Beauty&Care za piękne foteczki z akcji.