29 września, 2017

Zakończenie sezonu na Dog Games Fall 2017

Na początku tego roku w Kaputach rozpoczęła się nasza przygoda z zawodami, a w miniony weekend zakończyłyśmy w tym samym miejscu nasz pierwszy sezon frisbee :D.


Od początku byłam przekonana, że mam załatwiony transport i wystartuję w trzech konkurencjach: Speedwayu, ThrowNGo i Spaced Out. Niestety życie nie jest nowelą i w ostatniej chwili okazało się, że nie mam jak dotrzeć na miejsce. Znaczy wiecie, zawsze pozostają dwa pociągi i trzy autobusy, no i pobudka o 4 rano. Na szczęście ominęła mnie ta złudna przyjemność i zabrałam się z Wiktorią za co jeszcze raz dziękuję ♥. Niestety przez to musiałam zrezygnować ze Speedwaya czego do dzisiaj bardzo żałuję, ale przynajmniej udało mi się załapać na ludzkiego, gdzie śmiechu było co nie miara :D.


Na pierwszy ogień poszło ThrowNGo Level 1, plan był jeden- rzucać tak, żeby Kiba dała radę złapać magiczny talerzyk, czyli w miarę prosto i na odpowiedniej wysokości. W zasadzie udało mi się go zrealizować, posłałam tylko jeden dysk w ziemię za to nie potrafiłam dorzucić do 3 strefy, coś za coś. Było strasznie mokro i ślisko, gnomik miał lekkie problemy z przynoszeniem mokrego i brudnego dysku, ale mimo to udało nam się wykręcić całkiem fajną rundę. Otrzymałyśmy 24 punkty i 24 miejsce na 42 startujące zespoły (przy czym 21 miejsce ma tyle samo punktów). Było lepiej niż na Latających w Warszawie, ale to jeszcze nie jest szczyt naszych możliwości! Niech no ja tylko okiełznam mój nadgarstek :D.

                     


Kolejną konkurencją, w której się mierzyłyśmy było moje ukochane Spaced Out. Od kilku dni nie mogłam doczekać się rzucania ogromną kostką, a tu bach, tym razem "rzucaliśmy" wirtualnie w telefonie. Oczywiście nie mogło być inaczej i wylosowałam to samo miejsce co ostatnim razem, a z którego bardzo nie lubię rzucać. Do pierwszej strefy oznaczonej trójkątem miałam tak blisko, że pierwszy dysk przerzuciłam za pole, a Kibula musiała hamować przed nosem jakiegoś psiaka. Miałam obawy czy nie porzuci startu na rzecz przywitania się z nim (w końcu kultura wymaga uprzejmości) lecz pięknie zawróciła i drugi rzut już złapała w strefie. Kolejne dwie udało się zaliczyć z łatwością, ale za chiny ludowe do ostatniej strefy- kwadratu dorzucić nie umiałam, po dwóch próbach czas się kończył, więc wyrzuciłam dysk w kierunku Sweet Spota i tym pięknym akcentem w końcu go zaliczyłyśmy. Rekord punktowy pobity, otrzymałyśmy 20 punktów i miejsce 14/17 za to startowałyśmy w tak zacnym gronie, że czuję jakby to była pierwsza dziesiątka :D.

                     


Debiutując w kwietniu na Dog Games Spring nie spodziewałam się, że w tym roku będziemy startować aż cztery razy. Zawody te otworzyły magiczny tęczowy portal, który coraz bardziej nas zasysa. Kiba wchodząc za banery już dokładnie wie co ma robić, a ja ufam jej, że nie ucieknie do piesków ani nie oszczeka przejeżdżającego rowerzysty. Powoli wyrabiam nasz mały rytuał przedstartowy i to się naprawdę sprawdza. Za miesiąc czeka nas jeszcze seminarium frisbee z Agnieszką Bałabuch, gdzie mam nadzieję podreperuję moje rzuty, a potem odkładamy dekielki do wiosny. W końcu nawet psi sportowiec zasługuje na odpoczynek :).